Francja zwróciła się do NATO z propozycją zorganizowania wspólnych ćwiczeń wojskowych na Grenlandii. To bezpośrednia reakcja na coraz ostrzejsze deklaracje Donalda Trumpa, który publicznie potwierdził, że Stany Zjednoczone rozważają przejęcie tego strategicznego terytorium.
Pałac Elizejski poinformował, że Paryż jest gotów aktywnie włączyć się w operację i oczekuje solidarności sojuszników. Wniosek pojawił się zaledwie kilka godzin po konferencji prasowej amerykańskiego prezydenta, podczas której Trump ponownie mówił o „prawie” USA do Grenlandii.
Już w ubiegłym tygodniu Francja wysłała na wyspę kilkunastu żołnierzy elitarnych jednostek Chasseurs Alpins w ramach międzynarodowej misji rozpoznawczej – bez udziału Amerykanów. Ten ruch wywołał irytację w Białym Domu, zwłaszcza że Emmanuel Macron zapowiedział możliwość rozmieszczenia na Grenlandii dodatkowych sił lądowych, morskich i powietrznych. Choć, jak informuje „L’Express”, na razie nie zapadły decyzje o stałej obecności wojskowej.
Tymczasem napięcie między Paryżem a Waszyngtonem rośnie. Administracja Trumpa wywiera presję na Francję, grożąc m.in. wysokimi cłami na francuskie wina. Podczas forum w Davos Macron oskarżył amerykańskiego prezydenta o próbę podporządkowania Europy i podważanie zasad sojuszu.
Sam Trump w Davos ponownie wrócił do tematu Grenlandii, argumentując, że USA „potrzebują jej do obrony świata”. – Proszę tylko o kawał lodu w miejscu, które ma kluczowe znaczenie strategiczne – mówił, dodając, że bez amerykańskiej obecności nikt nie jest w stanie realnie zabezpieczyć wyspy.
Dla Francji i części europejskich sojuszników Grenlandia staje się symbolem czegoś więcej niż tylko sporu terytorialnego. To test na to, czy NATO jest jeszcze wspólnotą równych partnerów – czy już tylko polem nacisku jednej potęgi.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze