Donald Trump ponownie podnosi stawkę w sprawie Grenlandii. W wywiadzie dla „The New York Times” z 9 stycznia prezydent USA stwierdził: „Ogranicza mnie jedynie moja własna moralność. Mój własny umysł. To jedyna rzecz, która może mnie powstrzymać” – odpowiadając na pytanie o granice swoich działań na arenie międzynarodowej.
Donald Trump ponownie podnosi stawkę w sprawie Grenlandii. W wywiadzie dla „The New York Times” z 9 stycznia prezydent USA stwierdził: „Ogranicza mnie jedynie moja własna moralność. Mój własny umysł. To jedyna rzecz, która może mnie powstrzymać” – odpowiadając na pytanie o granice swoich działań na arenie międzynarodowej.
Niespełna dobę później „Daily Mail” poinformował, że Trump miał poprosić Połączone Dowództwo Operacji Specjalnych o przygotowanie planów inwazji na Grenlandię. Amerykańscy generałowie mieli jednak zablokować ten pomysł, uznając go za nielegalny, skrajnie ryzykowny i pozbawiony szans na akceptację Kongresu.
W rozmowie z „NYT” Trump nie krył sceptycyzmu wobec międzynarodowych norm. „To zależy od tego, jak zdefiniujesz prawo międzynarodowe” – stwierdził, by po chwili dodać: „Nie potrzebuję prawa międzynarodowego”, jednocześnie zapewniając, że go przestrzega. Zastrzegł jednak, że to on będzie decydował, kiedy i w jakim zakresie prawo to ma zastosowanie wobec USA.
Wątek Grenlandii – autonomicznego terytorium należącego do Danii – wracał w wywiadzie wielokrotnie. Trump podkreślał wagę własności: „Własność jest bardzo ważna” oraz „Uważam, że jest to psychologicznie potrzebne do osiągnięcia sukcesu”. Gdy zapytano, czy ważniejsze jest przejęcie Grenlandii czy przetrwanie NATO, odpowiedział: „Może dojść do takiego wyboru”.
Dr Marcin Terlikowski z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych zauważa, że Trump prowadzi politykę transakcyjną, opartą na presji i zastraszaniu – zarówno w handlu, jak i w bezpieczeństwie.
– „Donald Trump przyzwyczaił nas do tego, że prowadzi politykę nie tylko transakcyjną, ale opartą też o zastraszanie partnerów” – mówi.
Jego zdaniem metoda jest prosta: eskalacja żądań, podbicie stawki, a następnie stopniowe ustępstwa, by osiągnąć cel. W przypadku Grenlandii ma to oznaczać „nową formę zaangażowania politycznego, wojskowego i gospodarczego Stanów Zjednoczonych”.
Prof. Tomasz Pawłuszko dodaje, że jesteśmy świadkami zmiany porządku międzynarodowego:
– „Przechodzimy od porządku opartego na współpracy do porządku opartego na rywalizacji. W tej rywalizacji różne chwyty będą dozwolone. Chwyty, których nie spodziewaliśmy się do tej pory”.
Dr Terlikowski uzupełnia, że po trzech dekadach liberalnego porządku opartego na zasadach widzimy, iż „ta wizja nigdy nie była prawdziwa”, bo mocarstwa zawsze miały więcej swobody działania.
Ambicje Trumpa wywołały zdecydowaną reakcję w Europie. Przywódcy Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch, Hiszpanii i Polski wyrazili pełne poparcie dla Kopenhagi. Duński rząd przypomniał, że „Grenlandia należy do jej mieszkańców. To wyłącznie Dania i Grenlandia mają prawo decydować w sprawach dotyczących Danii i Grenlandii”.
Premier Danii Mette Frederiksen ostrzegła: „Jeśli Stany Zjednoczone zaatakują kraj NATO, wszystko się zatrzyma”.
Z kolei premier Grenlandii Jens Frederik Nielsen uciął spekulacje: „Dość tego. Koniec nacisków, insynuacji i fantazji o aneksji”.
Według dr. Terlikowskiego znaczenie wyspy dla bezpieczeństwa USA rośnie wraz z topnieniem lodowców, rozwojem żeglugi arktycznej oraz aktywnością Rosji i Chin. – „Stany Zjednoczone uznają, że potrzebują zwiększonej obecności wojskowej w tym regionie i na Grenlandii” – podkreśla.
Chodzi jednak nie tylko o geopolitykę. Grenlandia dysponuje bogatymi złożami surowców (ropa, gaz, metale ziem rzadkich) oraz kontroluje nowe szlaki transportowe. – „Zaryzykowałbym tezę, że dla Białego Domu priorytetem są kwestie gospodarcze” – ocenia ekspert PISM.
Prof. Pawłuszko wskazuje na cztery warianty rozwoju wydarzeń:
Siłowe zajęcie wyspy – skrajny scenariusz, grożący rozpadem NATO i zerwaniem relacji transatlantyckich.
Referendum lub plebiscyt – mało prawdopodobny, biorąc pod uwagę nastroje Grenlandczyków.
Nowy traktat USA–Dania–Grenlandia – zwiększający wpływy USA, choć sprzeczny z narracją Trumpa o „własności”.
Twardy opór Danii – możliwa mediacja, konferencja międzynarodowa lub głęboki kryzys w NATO.
Eksperci podkreślają, że przyszłość Grenlandii wpłynie na cały Sojusz. Dr Terlikowski zaznacza, że prawdziwym sygnałem kryzysu byłoby wycofanie wojsk USA z kluczowych struktur NATO czy ograniczenie obecności w Europie.
Jednocześnie prognozuje nieuchronne rozchodzenie się USA i Europy:
– „Będziemy ze sobą rozmawiać i kształtować wzajemne relacje na zupełnie innej podstawie niż dotychczas. Fundamentem staną się tylko i wyłącznie interesy, a nie wartości”.
Mimo to zarówno on, jak i prof. Pawłuszko uspokajają, że całkowite zerwanie więzi jest mało realne. – „Nawet Stany Zjednoczone nie mają bowiem luksusu pozbycia się takiej grupy sojuszników, jaką jest Europa” – podsumowuje dr Terlikowski.
– „Gdyby Amerykanie stracili Europę, straciliby największą strefę wpływów, jaką można w dzisiejszym świecie mieć” – dodaje prof. Pawłuszko.
Źródło: Interia, Łukasz Rogojsz
Wypowiedzi ekspertów: prof. Tomasz Pawłuszko (Uniwersytet Opolski, Sieć Badawcza Łukasiewicz), dr Marcin Terlikowski (PISM)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze