Reklama

Kobieta potrąciła sarnę i zabrała ją do pracy!

Do niecodziennego zdarzenia doszło w poniedziałkowy poranek w rejonie Góry św. Anny. Mieszkanka powiatu krapkowickiego potrąciła sarnę, która wbiegła na jezdnię, a następnie zamiast czekać na służby, zabrała ranne zwierzę do samochodu i pojechała dalej. Choć sarnę udało się uratować, policja ostrzega przed niebezpiecznymi działaniami podejmowanymi pod wpływem emocji.

Zwykłe drogowe zdarzenie w Opolskiem szybko zamieniło się w historię, która zaskoczyła nawet policjantów. Kobieta, która potrąciła sarnę w rejonie Góry św. Anny, nie została na miejscu, lecz zabrała ranne zwierzę do samochodu i pojechała z nim do pracy. Tam dopiero czekała na przyjazd służb. Na szczęście sarna nie odniosła poważnych obrażeń, ale cała sytuacja pokazała, jak ryzykowne mogą być działania podejmowane pod wpływem emocji. 

Potrącenie w drodze do pracy

Do zdarzenia doszło w poniedziałkowy poranek w rejonie Góry św. Anny. Jak wynika z relacji opisywanych przez media, mieszkanka powiatu krapkowickiego potrąciła sarnę, która niespodziewanie wbiegła na jezdnię. Kobieta zawiadomiła policję o zdarzeniu, ale nie zdecydowała się czekać na miejscu na przyjazd funkcjonariuszy. 

Reklama

Według jej tłumaczeń spieszyła się do pracy. Gdy zobaczyła, że zwierzę daje oznaki życia, postanowiła sama się nim zaopiekować. Przeniosła ranną sarnę do auta, ułożyła ją na fotelu pasażera i przykryła kocem. Następnie ruszyła dalej. 

Policjanci zastali sarnę na siedzeniu obok kierowcy

Funkcjonariusze, którzy przyjechali do miejsca pracy kobiety, zastali bardzo nietypowy widok. Ranne zwierzę znajdowało się w samochodzie, na miejscu pasażera. To właśnie ten obraz sprawił, że sprawa odbiła się szerokim echem i została opisana przez ogólnopolskie media. 

Reklama

Na miejsce wezwano weterynarza, który przejął opiekę nad sarną. Z przekazanych informacji wynika, że zwierzę nie odniosło poważniejszych obrażeń. Najważniejsze z perspektywy całej interwencji było więc to, że zdarzenie nie zakończyło się ani tragedią na drodze, ani śmiercią zwierzęcia. 

Dobre intencje nie zawsze oznaczają bezpieczne rozwiązanie

Policjanci zwrócili uwagę, że choć kobieta działała z odruchem pomocy, jej decyzja była bardzo niebezpieczna. Przestraszone dzikie zwierzę w zamkniętej przestrzeni samochodu mogło nagle zareagować, rzucić się, zranić kierującą albo doprowadzić do kolejnego wypadku. Właśnie dlatego służby podkreślają, że po potrąceniu dzikiego zwierzęcia należy przede wszystkim zadbać o własne bezpieczeństwo, wezwać odpowiednie służby i nie transportować zwierzęcia samodzielnie, jeśli nie ma się do tego warunków ani przygotowania. 

Reklama

Zdarzenie, które stało się przestrogą

Cała historia z Opolszczyzny jest nietypowa, ale niesie bardzo konkretną lekcję. Na drodze nawet odruch współczucia może przerodzić się w działanie groźne dla ludzi i zwierząt, jeśli podejmuje się je w pośpiechu i bez wsparcia służb. W tym przypadku skończyło się bez poważnych konsekwencji, ale sam przebieg zdarzenia pokazuje, że przy spotkaniu z rannym dzikim zwierzęciem najważniejsze są spokój i rozsądek. 

Źródło: wpolityce
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama