Kiedy ktoś przytacza w swojej wypowiedzi słynny esej Francisa Fukuyamy z 1989 roku, zatytułowany „Koniec historii”, wtedy zwyczajnie przestaję go słuchać.
Robię to, ponieważ praca owa jest wyświechtana przez wszystkie czasy, osoby, liczby pojedyncze, mnogie i przypadki deklinacji, a także – tutaj wtrącę moje osobiste zdanie – z tylko sobie znanych powodów, autor błędnie założył, że, co prawda demokracja, ale koniecznie ta okraszona słówkiem „liberalna” jest najlepszym ustrojem z całego wachlarza dostępnych. Dziś, po upływie trzech i pól dekady od wykonania dzieła już wiemy, że demokracja musi być bezprzymiotnikowa, gdyż w każdym innym przypadku ulega zwyrodnieniu. Przekonaliśmy się wszyscy, że stałe i ciągłe zwiększanie mocy „liberalizmu” we frazie „demokracja liberalna”, powoduje atrofię członu „demokracja” i, finalnie, zwrot ku totalitaryzmowi. Odbywa się to choćby poprzez brutalne zepchnięcie na pobocze wszystkich tych, którzy nie są fanatykami owego ustroju, nie będąc jednocześnie jego przeciwnikami; działa zasada: „kto nie z nami, ten przeciw nam!”. Należy również napomknąć, że jakość demokracji liberalnej jest silnie uzależniona od gospodarki, albowiem marksistowska teza głosząca, że „byt kształtuje świadomość", ma się w tym środowisku znakomicie. Przykład? Służę uprzejmie! Wiodącym demokracjom liberalnym Europy, pouczającym Polskę wprost z Olimpu swego zadufania we własną doskonałość, nie przeszkadzało kupowanie kopalin energetycznych od kremlowskiego satrapy i sprzedawanie mu systemów elektronicznych, będących elementami składowymi czołgów ze wstęgą świętego Jerzego na burtach. Tak, moi Czytelnicy już wiedzą, że pozwoliłem sobie przywołać Niemców, największych beneficjentów podmorskiej rury z syberyjskim gazem ziemnym oraz Francuzów, w których sprzęt cyfrowy, a konkretnie w kamery termowizyjne wyposażono ponad 1 000 rosyjskich wozów bojowych. Wszystkim ewentualnym obrońcom nadsekwańskiego wolnego handlu przypomnę tylko, że firmy Thales i Safran – czyli podmioty handlujące z Władimirem Władimirowiczem Putinem – są kontrolowane przez państwo, które jest ich większościowym udziałowcem. O, i jeszcze jedno, gdyby ktoś pytał! To Jacques René Chirac, były premier Francji – tej utrzymującej swoje pułki Legii Cudzoziemskiej w Europie, Afryce, Azji i Ameryce Południowej – jest autorem słynnej frazy: „stracili dobrą okazję do milczenia”, która tyczyła także Polski, a wygłosił ją na wieść o tym, że Warszawa poprała Waszyngton w sprawie Iraku. Czyż to nie jest esencja demokracji liberalnej?