„Dwaaaadzieśśścia!”, wycedził triumfalnie przez zaciśnięte z wysiłku zęby, kiedy jego broda znów znalazła się nieco ponad prężnikiem. W ten sposób zakończył ostatnią serię podciągnięć na drążku wysokim – przyrządzie gimnastycznym pozwalającym zachować należytą siłę i sprawność.
[article]1072459[/article][article]1086973[/article]Odszedł nieco na bok, aby popatrzeć na żołnierzy katujących swoje ciała na zaimprowizowanej siłowni i z zadowoleniem stwierdził, że znakomita większość jego podwładnych była w doskonałej formie. Zresztą, fakt ów potwierdzały również wysokie noty, jakie otrzymali oni podczas dorocznego egzaminu z wychowania fizycznego, ale nie było w tym nic nadzwyczajnego – spadochroniarze służący w wojskach powietrznodesantowych zawsze wyróżniali się na tym polu, albowiem ci nieco słabsi, którzy zwyczajnie nie dawali rady, musieli pożegnać się ze służbą w owej formacji. Usiadł na jakiejś skleconej naprędce z desek, skrzypiącej ławce i zaczął starannie ocierać ręcznikiem obfity pot płynący z czoła. Panowała bardzo wysoka temperatura, pomimo, że była dopiero połowa marca, ale pogoda w Karbali znacznie różniła się od tej panującej w Królewskim Mieście Krakowie. „Czerwone berety” z Polskiego Kontyngentu Wojskowego z Wielonarodowej Dywizji Centrum-Południe, wchodzącej w skład Międzynarodowych Sił Stabilizacyjnych w Republice Iraku, służyły w świętym mieście szyitów od początku trzeciej dekady stycznia 2004 roku, więc ich organizmy powoli zaadaptowały się do funkcjonowania w klimacie pustynnym. Po krótkim odpoczynku, energicznie wstał i już miał ruszać w kierunku swojego miejsca zakwaterowania, gdy kątem oka dostrzegł chorążego ze sztabu batalionu, który wyraźnie szukał kogoś wzrokiem. Jakiś wewnętrzny głos szepnął mu, że to właśnie on jest tym tropionym osobnikiem i – jak się okazało – przeczucie go nie pomyliło, bowiem na jego widok przybysz uśmiechnął się szeroko, pomachał przyjaźnie ręką i ruszył ku niemu sprężystym krokiem, wyciągając przy tym dłoń.