Reklama

Trump rzucił Kubie 100 milionów. Hawana zareagowała zaskakująco

Waszyngton wyciąga rękę do Kuby, ale Hawana wciąż nie chce jej chwycić. Administracja Donalda Trumpa zaproponowała wyspie gigantyczny pakiet pomocy humanitarnej wart 100 mln dolarów. W grę wchodzą nie tylko pieniądze, ale też dostęp do szybkiego internetu satelitarnego i wsparcie organizacji humanitarnych związanych z Kościołem katolickim. Problem polega na tym, że kubańskie władze od miesięcy odrzucają podobne propozycje ze strony USA.

Humanitarna oferta czy polityczna presja?

Departament Stanu USA przekonuje, że chodzi przede wszystkim o pomoc dla zwykłych Kubańczyków, którzy od miesięcy mierzą się z dramatyczną sytuacją gospodarczą, brakami żywności i regularnymi blackoutami. W oficjalnym komunikacie amerykańska administracja ostro uderzyła jednak w komunistyczne władze wyspy.

„System na Kubie wzbogacił jedynie elity, a społeczeństwo skazał na biedę” – przekazał Departament Stanu, podkreślając jednocześnie, że Stany Zjednoczone są gotowe przekazać środki bezpośrednio obywatelom, z pominięciem państwowych struktur.

Reklama

Według amerykańskich władz pomoc miałaby być dystrybuowana przy współpracy z Kościołem katolickim oraz niezależnymi organizacjami humanitarnymi. To właśnie Kościół odgrywa dziś kluczową rolę w kontaktach między Waszyngtonem a Hawaną.

Sekretarz stanu USA Marco Rubio mówił o sprawie po spotkaniu z Leon XIV i kardynałem Pietro Parolinem w Watykanie. Rubio przyznał, że wcześniejsze 6 mln dolarów pomocy udało się dostarczyć właśnie dzięki kościelnym kanałom dystrybucji.

Kuba mówi „nie”, choć kryzys się pogłębia

Kuba od miesięcy zmaga się z jednym z najpoważniejszych kryzysów gospodarczych od dekad. Na wyspie brakuje paliwa, energii elektrycznej i podstawowych produktów spożywczych. Wielogodzinne przerwy w dostawach prądu stały się codziennością, a tysiące mieszkańców próbują opuścić kraj.

Reklama

Sytuację dodatkowo pogorszyły działania administracji Trumpa wobec Wenezueli — przez lata głównego dostawcy ropy dla Kuby. Po odcięciu Caracas od możliwości eksportu surowców do Hawany kryzys energetyczny na wyspie jeszcze się zaostrzył.

Choć w kwietniu Donald Trump zgodził się na dostawy rosyjskiej ropy na Kubę, tłumacząc decyzję względami humanitarnymi, relacje między oboma państwami pozostają bardzo napięte.

Sam Trump wielokrotnie sugerował, że Kuba potrzebuje politycznego przełomu. Jeszcze kilka miesięcy temu mówił o konieczności „odzyskania” wyspy i nie wykluczał użycia siły wobec komunistycznych władz.

Reklama

Waszyngton stawia Hawanę pod ścianą

Amerykanie podkreślają, że decyzja należy teraz wyłącznie do kubańskiego rządu. Jeśli Hawana zgodzi się na warunki Waszyngtonu, pomoc mogłaby trafić do mieszkańców niemal natychmiast.

„To kubańskie władze zdecydują, czy przyjąć wsparcie, czy odrzucić pomoc ratującą życie i ponieść za to odpowiedzialność przed własnym narodem” — przekazał Departament Stanu.

Na razie jednak wszystko wskazuje na to, że Hawana nadal traktuje amerykańską ofertę bardziej jako próbę politycznego nacisku niż gest humanitarny. Kubańskie władze od dawna oskarżają USA o wykorzystywanie pomocy jako narzędzia wpływu na sytuację wewnętrzną wyspy.

Reklama

Tymczasem zwykli Kubańczycy coraz mocniej odczuwają skutki gospodarczego zapaści. A pytanie, czy 100 mln dolarów rzeczywiście mogłoby odmienić sytuację na wyspie, pozostaje dziś równie polityczne, co humanitarne.

Źródło: wydarzenia.interia.pl
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama