W amerykańskiej polityce coraz wyraźniej widać, że pytanie o następcę Donalda Trumpa przestaje być jedynie spekulacją na odległą przyszłość. W centrum tej układanki znaleźli się wiceprezydent JD Vance i sekretarz stanu Marco Rubio, a stawką nie jest już wyłącznie wewnętrzna rywalizacja w Partii Republikańskiej. Coraz więcej wskazuje na to, że wynik wojny z Iranem może przesądzić nie tylko o politycznym bilansie obecnego prezydenta, ale też o tym, kto stanie się naturalnym kandydatem obozu republikańskiego w wyborach w 2028 roku.
Choć do kolejnych wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych pozostały jeszcze ponad dwa lata, temat sukcesji już wyraźnie wybrzmiewa w otoczeniu Donalda Trumpa. „Rzeczpospolita”, powołując się na ustalenia Reutersa, opisuje, że prezydent prywatnie zadaje współpracownikom pytanie: „JD czy Marco?”. Chodzi oczywiście o JD Vance’a i Marco Rubio, dwóch polityków uznawanych dziś za najpoważniejszych kandydatów do przejęcia przywództwa po Trumpie w Partii Republikańskiej.
To pytanie ma dziś większe znaczenie niż zwykła gra personalna. Zgodnie z 22. poprawką do Konstytucji USA prezydent nie może zostać wybrany na ten urząd więcej niż dwa razy, co oznacza, że Trump nie może ponownie ubiegać się o wybór w 2028 roku. Właśnie dlatego w Partii Republikańskiej coraz mocniej trwa już myślenie o politycznym „następnym rozdaniu”.
Reuters zwraca uwagę, że JD Vance i Marco Rubio symbolizują dziś dwa nieco różne kierunki wewnątrz trumpowskiego obozu. Vance jest kojarzony z ostrożniejszym podejściem do amerykańskiego zaangażowania militarnego i z większą wrażliwością na antywojenne nastroje części elektoratu MAGA. Rubio z kolei mocniej związał się z twardszą linią administracji wobec Iranu i stał się jednym z najbardziej wyrazistych obrońców obecnej strategii Białego Domu.
Ta różnica nie jest dziś jedynie detalem programowym. W praktyce przekłada się na ocenę obu polityków jako potencjalnych spadkobierców Trumpa. Jeśli konflikt z Iranem zakończy się szybko i z politycznego punktu widzenia korzystnie dla Białego Domu, zyskać może Rubio, postrzegany jako polityk bardziej zdecydowany i dobrze odnajdujący się w kryzysie międzynarodowym. Jeśli jednak wojna będzie się przedłużać, a jej koszty polityczne i gospodarcze będą rosły, mocniejszą pozycję może zbudować Vance, który łatwiej odwoła się do oczekiwań wyborców sceptycznych wobec długich zagranicznych konfliktów.
Sama wojna z Iranem staje się jednocześnie jednym z najpoważniejszych testów drugiej prezydentury Donalda Trumpa. Reuters pisał w ostatnich dniach, że prezydent szuka sposobu na wyjście z konfliktu, który zaczął coraz mocniej obciążać jego notowania. Według sondażu Reuters/Ipsos aprobatę dla działań Trumpa wobec Iranu wyrażało zaledwie 35–36 proc. badanych, a konflikt zbiegł się także ze wzrostem cen paliw i rosnącą presją polityczną w kraju.
To właśnie dlatego wynik tej wojny urasta dziś do rangi politycznego punktu zwrotnego. Dla Trumpa stawką pozostaje nie tylko ocena jego własnej prezydentury, ale również to, czy będzie w stanie namaścić następcę z pozycji lidera nadal dominującego nad partią. Republikańscy stratedzy, cytowani przez Reutersa, wprost wskazują, że wielu polityków i działaczy uważnie obserwuje, którego z dwóch pretendentów Trump zacznie faworyzować.
W tle tej rywalizacji toczy się szerszy spór o przyszły kształt Partii Republikańskiej. Czy po Trumpie partia pójdzie w stronę bardziej twardej, interwencyjnej polityki zagranicznej, czy raczej spróbuje wrócić do silniejszego akcentowania hasła unikania zagranicznych wojen? Dziś te dwa podejścia personifikują właśnie Rubio i Vance. To sprawia, że pytanie o sukcesję staje się równocześnie pytaniem o ideowy kurs obozu republikańskiego po 2028 roku.
Na razie Biały Dom oficjalnie odrzuca sugestie, jakoby Trump wskazywał już faworyta. Ale sama skala spekulacji pokazuje, że sukcesja przestała być tematem pobocznym. W Waszyngtonie coraz częściej mówi się o niej jako o procesie, który już trwa i który może zostać przyspieszony albo całkowicie przestawiony przez wydarzenia na Bliskim Wschodzie.
Dziś trudno przesądzić, kto ostatecznie okaże się najważniejszym spadkobiercą trumpizmu. Pewne jest jednak, że wojna z Iranem przestała być wyłącznie sprawą polityki zagranicznej. Stała się także probierzem lojalności, skuteczności i politycznego instynktu ludzi, którzy chcą przejąć schedę po Trumpie. I właśnie dlatego odpowiedź na pytanie „JD czy Marco?” może w najbliższych miesiącach wybrzmiewać w amerykańskiej polityce coraz częściej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze