Prezydent Recep Tayyip Erdoğan jasno postawił sprawę: Ankara nie zamierza pozwolić, by regionalne napięcia przerodziły się w konflikt, który wciągnie Turcję w cudzą wojnę. W piątkowym wystąpieniu podkreślił, że starcie między Iranem a sojuszem Stanów Zjednoczonych i Izraela nie jest konfliktem, w którym Turcja zamierza odgrywać rolę strony.
Słowa te padły podczas uroczystej kolacji kończącej dzienny post w trakcie Ramadanu — wydarzenia, które w tym roku stało się również okazją do politycznego przesłania. Erdogan mówił o rosnącym napięciu w regionie i konieczności zachowania chłodnej głowy.
— Naszym najważniejszym zadaniem jest uchronić kraj przed wciągnięciem w to piekło — podkreślił turecki przywódca. Jak dodał, władze w Ankarze działają „z najwyższą ostrożnością”, mając świadomość, że w sytuacji gwałtownego wzrostu napięć pojawiają się także próby prowokacji i politycznych pułapek.
W tle ostrych słów Erdogana znalazł się konkretny incydent militarny. Tureckie ministerstwo obrony poinformowało, że systemy obrony powietrznej NATO przechwyciły kolejny — już trzeci — pocisk balistyczny wystrzelony z terytorium Iranu, który znalazł się w tureckiej przestrzeni powietrznej.
Ankara potraktowała zdarzenie jako poważny sygnał ostrzegawczy. Rząd zwrócił się do władz w Teheranie o wyjaśnienia dotyczące okoliczności incydentu.
Prezydent zapewnił jednocześnie, że Turcja pozostaje przygotowana na każdy scenariusz.
— Podejmujemy wszystkie niezbędne działania, aby chronić naszą przestrzeń powietrzną i bezpieczeństwo kraju — powiedział.
Według relacji tureckiej agencji prasowej Anadolu Agency Erdogan przekonywał również, że świat wchodzi w nowy, bardziej niestabilny etap geopolityczny. W jego ocenie Turcja musi w tej rzeczywistości działać szybciej, elastyczniej i bardziej zdecydowanie.
W swoim wystąpieniu zwrócił się też do tureckiego społeczeństwa, apelując o powściągliwość w obliczu napięć religijnych i etnicznych, które — jak zaznaczył — mogą się nasilać w związku z wydarzeniami na Bliskim Wschodzie.
Turecki prezydent nie szczędził także krytyki wobec części społeczności międzynarodowej. Jego zdaniem wiele państw milczy wobec cierpienia ludności cywilnej w regionie.
Erdogan zarzucił Zachodowi moralną obojętność wobec tragedii rozgrywających się w miejscach takich jak Gaza czy Syria.
— Żyjemy w świecie, który cierpi na moralne otępienie — mówił. — Turcja chce być głosem sumienia ludzkości.
W jednej z najbardziej obrazowych metafor swojego wystąpienia stwierdził, że w „wirtualnym świecie fałszywego współczucia” dramat osieroconych dzieci z regionów ogarniętych wojną potrafi przyciągać mniej uwagi niż historia samotnego pingwina.
Choć retoryka Erdogana była momentami ostra, prezydent podkreślił, że Ankara nie dąży do eskalacji. Jak zapewnił, reakcje Turcji na działania innych państw będą „odpowiednie i wyważone”.
Jednocześnie dał jasno do zrozumienia, że w sytuacji rosnących napięć w regionie Turcja zamierza zachować strategiczną autonomię — i nie pozwoli, by cudzy konflikt przesądził o jej bezpieczeństwie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze