Prezydent Donald Trump dał zielone światło na wprowadzenie nawet 500-procentowych ceł na towary z państw, które kupują ropę z Rosji. To bezprecedensowy krok, który ma uderzyć nie tylko w Moskwę, lecz także w sieć partnerów handlowych pomagających jej omijać dotychczasowe sankcje.
Decyzja prezydenta to poparcie dla ponadpartyjnej inicjatywy senatorów Lindseya Grahama (Republikanin) i Richarda Blumenthala (Demokrata). Przygotowana przez nich ustawa znacząco zaostrza reżim sankcyjny wobec Rosji oraz wprowadza mechanizm ceł wtórnych – nakładanych na kraje trzecie, które kontynuują handel rosyjską ropą.
Cła wtórne mają charakter odstraszający: ich wysokość – sięgająca 500% – czyni import z objętych nimi państw praktycznie nieopłacalnym. W praktyce oznacza to presję nie tylko na Kreml, ale też na rządy i firmy w Azji, Afryce czy na Bliskim Wschodzie, które w ostatnich latach zwiększyły zakupy rosyjskich surowców.
Zwolennicy ustawy podkreślają, że to sposób na zamknięcie luk w sankcjach i odcięcie Rosji od kluczowych wpływów z eksportu energii. Krytycy ostrzegają jednak przed ryzykiem eskalacji handlowej, możliwymi retorsjami oraz skutkami ubocznymi dla globalnych łańcuchów dostaw i cen paliw.
Jeśli projekt przejdzie przez Kongres, Stany Zjednoczone zyskają jedno z najsilniejszych narzędzi nacisku ekonomicznego ostatnich lat. Stawka jest wysoka: chodzi nie tylko o wpływy budżetowe Rosji, lecz o ukształtowanie globalnych reguł gry wokół handlu energią w czasie konfliktu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze