Reklama

Nowe kulisy afery w policji

Sprawa gwałtu na policjantce w oddziale prewencji w Piasecznie od tygodni wstrząsa opinią publiczną. Nasz portal wielokrotnie opisywał to śledztwo, ale dopiero teraz na światło dzienne wychodzą szczegóły, które rzucają zupełnie nowe światło na zachowanie podejrzanego oraz reakcję policyjnego dowództwa.

Z ustaleń dziennikarzy Radia ZET wynika, że dramat rozegrał się w nocy z piątku na sobotę, 3 stycznia, w trakcie alkoholowej imprezy z udziałem kadry dowódczej IX Kompanii Oddziału Prewencji Policji w Warszawie. Według relacji świadków właśnie wtedy doszło do gwałtu na jednej z funkcjonariuszek.

Kobieta miała w pewnym momencie wybiec z pomieszczenia, w którym przebywała z przełożonym. Przerażona „zniknęła” w budynku koszarowym, po czym poinformowała kolegów, że została zgwałcona.

To był początek długiej i pełnej niepokojących luk sekwencji zdarzeń.

Reklama

Minuty, które zaważyły na sprawie

Nowe informacje pokazują, że od chwili zdarzenia do formalnych działań upłynęły długie godziny.

Pierwsze oficjalne zgłoszenie trafiło do dyżurnej dopiero o 5.30 nad ranem. Kilka minut później sprawa dotarła do zastępcy dowódcy oddziału prewencji, a po szóstej rano rozpoczęła się rozmowa z pokrzywdzoną policjantką. Dopiero po kolejnych kilkudziesięciu minutach w sprawę włączono psychologów Komendy Stołecznej Policji.

Najbardziej uderzające jest jednak to, że najwyżsi rangą przełożeni byli informowani stopniowo i z opóźnieniem. Zastępca stołecznego komendanta dowiedział się o wszystkim dopiero o 7.25, a komendant powiatowy w Piasecznie – prawie dwie godziny później.

Reklama

Prokuratura została zawiadomiona dopiero przed godziną 10.


Podejrzany wraca do koszar… z 1,5 promila

W czasie gdy w komendzie trwała wymiana telefonów i narad, podejrzany policjant zdążył pojechać do domu. Następnie, na polecenie przełożonych, wrócił do koszarowca. O 8.15 poddano go trzykrotnemu badaniu alkomatem.

Wynik? Około 1,5 promila alkoholu w organizmie – pięć godzin po zakończeniu imprezy.

To odkrycie jest jednym z najbardziej szokujących elementów nowych ustaleń. Oznacza bowiem, że w chwili, gdy miało dojść do przestępstwa, funkcjonariusz mógł być w stanie głębokiego upojenia alkoholowego.

Reklama

Mimo to przez kilka kolejnych godzin nie został formalnie zatrzymany. Pozostawał w budynku jednostki aż do godziny 14.


Dopiero zeznania uruchomiły machinę śledczą

Przełom nastąpił dopiero o 10.30, gdy pokrzywdzona policjantka złożyła oficjalne zeznania. Wtedy pojawiła się prawna podstawa do zatrzymania podejrzanego.

Kilka godzin później prokurator postawił mu zarzuty z art. 197 § 1 i 2 kodeksu karnego – zgwałcenia oraz wymuszenia czynności seksualnej. Grozi za to kara od 2 do 15 lat więzienia.


Pytania, które wciąż wiszą w powietrzu

Nowe ustalenia pokazują, że sprawa nie dotyczy wyłącznie samego przestępstwa, ale także sposobu, w jaki instytucja państwa reagowała na dramat własnej funkcjonariuszki.

Reklama

Dlaczego podejrzany mógł wrócić do domu?
Dlaczego przez wiele godzin nie został zatrzymany?
I dlaczego prokuratura została powiadomiona tak późno?

To pytania, na które śledztwo dopiero musi odpowiedzieć. Im więcej faktów wychodzi na jaw, tym bardziej widać, że była to jedna z najbardziej kompromitujących spraw w historii polskiej policji.

 

 

Źródło: wiadomosci.onet.pl

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama