Wraz z kolejną falą zainteresowania ujawnionymi dokumentami dotyczącymi Jeffreya Epsteina w Polsce wraca wątek jego wieloletniego współpracownika – Janusza Banasiaka. Z medialnych ustaleń wynika, że Polak przez ponad dwie dekady zarządzał luksusowymi nieruchomościami finansisty i miał odgrywać znacznie większą rolę, niż sugerowałby sam tytuł „administratora”. Pytanie, jaką wiedzę mógł mieć o tym, co działo się w otoczeniu Epsteina, staje się jednym z kluczowych wątków w dyskusji o polskich śladach w sprawie.
Według opisywanych ustaleń Banasiak miał być jedną z najważniejszych postaci w zapleczu organizacyjnym Epsteina, a nie tylko pracownikiem od bieżących spraw. W materiałach medialnych pojawia się teza, że uchodził za „drugą osobę w hierarchii” wśród współpracowników finansisty, a jego obowiązki obejmowały zarządzanie posiadłościami m.in. na Florydzie i w Nowym Jorku, planowanie kalendarza, organizację pobytów gości oraz koordynację pracy personelu.
W tekstach opartych o dokumenty sprawy podkreśla się, że zakres uprawnień Banasiaka miał wykraczać poza standardową administrację: miał znać kody do systemów bezpieczeństwa, mieć dostęp do sejfów i alarmów, a tym samym do obszarów, do których nie dociera większość osób z otoczenia. To właśnie ten element jest wskazywany jako argument, że mógł mieć wgląd w sprawy, które rozgrywały się „za zamkniętymi drzwiami”.
Najpoważniejsza część medialnych doniesień dotyczy tego, że Banasiak – według opisów opartych o akta i zeznania – miał uczestniczyć w mechanizmach funkcjonowania domu Epsteina, w tym w przekazywaniu pieniędzy kobietom, które trafiały tam pod pretekstem masaży. W tych relacjach podkreśla się, że część z nich później opisywała doświadczenia przemocy i wykorzystywania.
Nazwisko Janusza Banasiaka pojawia się również w kontekście procesu Ghislaine Maxwell – partnerki i współpracowniczki Epsteina, skazanej w USA za udział w werbowaniu i wykorzystywaniu nieletnich. Według relacji medialnych Banasiak miał zeznawać jako świadek, opisując regularne wizyty bardzo młodych dziewcząt w rezydencji oraz rolę Maxwell w tworzeniu „wiarygodnej” atmosfery wokół tych spotkań.
Sprawa Banasiaka wraca w momencie, gdy kolejne materiały z USA wzmacniają zainteresowanie polskimi śladami w dokumentach dotyczących Epsteina. Media opisują m.in. kontakty i korespondencje z osobami z Polski oraz wątki dotyczące poszukiwania kobiet w Europie Środkowo-Wschodniej. Równolegle polskie władze zapowiadały analizę ujawnionych akt pod kątem ewentualnych polskich powiązań i potencjalnych ofiar.
Choć wiele informacji funkcjonuje dziś w przestrzeni medialnej jako ustalenia dziennikarskie i interpretacje fragmentów akt, kierunek jest jeden: im więcej ujawnianych materiałów, tym więcej pytań o rolę osób z najbliższego zaplecza Epsteina. Wątek Janusza Banasiaka – człowieka od nieruchomości, logistyki i bezpieczeństwa – staje się jednym z tych, które w polskiej debacie budzą największe emocje, bo dotykają nie tylko „kto”, ale przede wszystkim „co mógł wiedzieć” i „jak długo to trwało”.
red.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze