Reklama

Rafał Trzaskowski - alter ego Donalda Tuska. Polityczny sobowtór chce być prezydentem RP

16/05/2025 18:29

Pierwszym żołnierzem Rzeczpospolitej miałby być pierwszy dezerter? Uciekinier z wyborczych debat, które są współczesnym polem demokratycznej walki o głosy obywateli. Czmychający przed dziennikarzami, którzy spieszą się zadawać pytania, skoro czasu niewiele. Stróżem konstytucyjnej wolności słowa chce być jej cenzor, który nie rozmawia z tymi, którzy, excuse-moi, nie rozmawiają jego językiem.

Reprezentantem państwa polskiego chce być polityk, który będąc deputowanym w Brukseli tworzył pierwsze projekty przeciw polskich rezolucji dla parlamentu europejskiego. Partyjny cynik czy konstytucyjny ignorant?

Nie zważając na interes gospodarczy i konsekwencje społeczne własnego kraju, rwał się do płacenia horrendalnych kar nałożonych jednoosobowo przez sędzię Rosario de Lapuerta na elektrownie w Turowie.

Wyszydzał polskie żądania reparacji od państwa niemieckiego, które w Warszawie, pełnej dramatycznych znaków pamięci ofiar, znalazło się na dnie swojej historii. Miał okazję zaprosić kanclerza Merza i jego troje dzieci - na Pawiak, Górę Szwedzką, w Las w Palmirach albo do Potulic. Niechby spojrzeli w oczy dzieci zamordowanych przez państwo niemieckie. Chyba, że Trzaskowski, podobnie jak Manfred Weber, kumpel Tuska z EPL, uważa że wraz z Merkel, Scholzem i Merzem dociera do Polski „wyższa kultura prawna”?

Zapisując Warszawę do ekologicznego kołchozu bredzi coś teraz o zielonych jezdniach. Blokuje ulice, które są korytarzami życia miejskiego, jak korytarze w mieszkaniach, by wnet ogłosić ,że miasta inteligentne dają obywatelom prawo do życia w strefie 15 minutowego dostępu. Potem tylko kary za niesubordynację…

Nie planeta płonie, a umysł kandydata na prezydenta. Od trzech lat przybywa lodu na Antarktydzie, którym wyborcy mogą okładać dowolnie rozum prezydenta.

Nie wie on także, o czym świadomie informuje, co się dzieje w jego mieście. Nie chodzi bowiem na posiedzenia miejskiego parlamentu, które są uciążliwe, a dla sprawowania urzędu zbyteczne.

Nie wie, kto i kogo eksmituje, losami kamienic się nie interesuje, losem kupców zajmują się zbóje, o policji wie niewiele, a straż gminną używa do oddzielenia władzy od gminu.

Jak zostanie prezydentem to na paradzie LGBT weźmie ślub z Donaldem Tuskiem? Razem zrealizują manifest z Ventotene likwidując Polskę jako „przegrany, brudny, biedny” zbytek historii.

Władza tak ukształtowana będzie miała siłę ciemiężyciela.

Tekst ukazał się na portalu wpolityce.pl

[media]809185[/media]
Reklama

Reklama

Wideo wm.pl




Reklama