Prezydent naszych wschodnich sąsiadów zaprezentował administracji waszyngtońskiej „plan zwycięstwa” nad Rosją, który mógłby powieść się jedynie w wypadku większego zaangażowania materiałowo-technicznego Białego Domu. Coś jednak poszło Ukraińcom bardzo źle, skoro rozpoczęto rozmowy o dalszym przebiegu wojny, całkowicie ignorując ich zdanie. Ktoś może ripostować, że w Berlinie zabrakło także głosu Moskwy, ale ja jestem przekonany, że głos Kremla wyartykułuje jego wieki mecenas, Olaf Scholz - wskazuje Tȟašúŋke Witkó w najnowszym felietonie.
Równo dekada upłynęła od wyjazdu Donalda Tuska do Brukseli i posadowienia na stołku nadwiślańskiego premiera Ewy Kopacz. Dla zobrazowania upływu czasu dodam, że dzieciak, który wówczas rozpoczynał edukację w szkole średniej, dziś ma tytuł zawodowy magistra inżyniera, często jest rodzicem i pracuje zawodowo. Zmienił się prezydent w Polsce, dwukrotnie w Stanach Zjednoczonych, a w Niemczech wreszcie władzę oddała „żelazna dama”, Angela Merkel. Jedyne co pozostało niezmienne od tamtego czasu, to jednostajne walenie w medialny taraban przez otoczenie propagandowe obecnego szefa rządu Rzeczpospolitej Polskiej, mające wyeksponować jego rolę na arenie krajowej i międzynarodowej, a także – a być może nawet, przede wszystkim – zagłuszyć sygnały płynące od strony opozycyjnej. Problem w tym, że rzeczy absorbujące uwagę ludzi jesienią roku 2014 niekoniecznie są w stanie pochłonąć myśli opinii publicznej w październiku 2024 roku, albowiem zmieniła się struktura społeczeństwa, techniczne sposoby przekazywania wiadomości i komentarzy oraz, co chyba najważniejsze, weszli na scenę nowi inżynierowie umysłów, szermujący lepszym pakietem metod rzeźbienia mózgów. Tego, jak się zdaje, premier Tusk nie zauważył lub zauważyć nie chciał i wciąż przemawia do ludu w taki sam sposób, jak za swoich pierwszych dwóch kadencji. Trudno nawet się temu specjalnie dziwić, albowiem przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka.