– Z prezydentem Trumpem nigdy nie można mieć pewności. On zmienia zdanie tak, jak zmienia się bieliznę – mówi w rozmowie z Interią prof. Peter Viggo Jakobsen z Królewskiej Duńskiej Akademii Obrony. Ekspert ostrzega, że choć oczy świata zwrócone są dziś na Grenlandię, prawdziwe zagrożenie dla Europy – także dla Polski – jest znacznie bliżej. I wcale nie chodzi o Ukrainę.
– „Nie jesteśmy bezpieczni, bo z prezydentem Trumpem nigdy nie można mieć pewności. W każdej chwili może się znów zirytować i na nowo rozniecić kryzys” – podkreśla ekspert w rozmowie z Tomaszem Lejmanem z Interii i Polsat News.
Jakobsen zwraca uwagę, że Trump wrócił z Davos przekonany, iż odniósł sukces, mimo że – jak mówi – Dania i Grenlandia w rzeczywistości nie ustąpiły mu w niczym.
– „On ogłosił zwycięstwo, choć niczego realnie nie dostał. Jego żądania są po prostu nielogiczne” – dodaje.
Ekspert przypomina, że Amerykanie od lat straszą Grenlandię Chinami i Rosją, ale nie zrobili nic, by realnie wzmocnić jej bezpieczeństwo.
– „W czasie zimnej wojny USA miały tam 15 tysięcy żołnierzy. Dziś zostało 150 osób pilnujących radaru. Mimo alarmistycznej retoryki nie zrobili absolutnie nic, by wzmocnić obronę wyspy” – mówi Jakobsen.
Podkreśla też, że Dania sama nie jest w stanie obronić Grenlandii.
– „To, że sześciomilionowy kraj miałby samodzielnie obronić Grenlandię przed mocarstwem, to żart” – ocenia bez ogródek.
W rozmowie dla Interii Jakobsen studzi też część sensacyjnych doniesień o chińskiej i rosyjskiej obecności militarnej w Arktyce.
– „W pobliżu Grenlandii nie ma chińskich ani rosyjskich okrętów wojennych. Chiny mają tam obecność badawczą i lodołamacze, ale nie mają zdolności do prowadzenia operacji militarnych w Arktyce przez najbliższą dekadę” – wyjaśnia.
Rosja, owszem, jest potęgą w regionie, ale skupia się głównie na ochronie własnych baz w rejonie Murmańska.
Jedna z najbardziej niepokojących tez pada w kontekście przyszłości NATO.
– „Musimy zakładać, że w razie rosyjskiego ataku USA nam nie pomogą” – mówi Jakobsen.
– „Amerykanie sami mówią nam w kwaterze głównej NATO: do 2027 roku Europa musi przejąć całą obronę konwencjonalną”.
Według duńskiego eksperta Europa może co najwyżej liczyć na wsparcie wywiadowcze i lotnicze. Bezpośrednie zaangażowanie wojsk lądowych USA miałoby nie wchodzić w grę.
– „W pewnym sensie wszyscy stajemy się teraz ‘Ukraińcami’” – ostrzega.
Choć uwaga świata skupia się na Grenlandii, Jakobsen wskazuje zupełnie inny region jako najbardziej niebezpieczny.
– „Najgoręcej jest na Bałtyku i w północnej Norwegii” – mówi w rozmowie z Interią.
– „Rosja już prowadzi na Bałtyku wojnę hybrydową: przecinanie kabli podmorskich, drony nad Danią i Polską, zagłuszanie GPS w samolotach – to dzieje się teraz”.
Ekspert uważa, że Rosja nie zaatakuje konwencjonalnie państw NATO, dopóki trwa wojna w Ukrainie. Ale jeśli konflikt wygaśnie, Europa będzie miała zaledwie kilka lat na przygotowanie się do możliwej konfrontacji.
– „Będziemy mieli od dwóch do pięciu lat, by zbudować potężną armię odstraszającą Rosję. Polska, Finlandia i Niemcy już to robią. Wszyscy ścigamy się z czasem” – podsumowuje Jakobsen.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze