W ocenie politologa prof. Andrew Michty Rosja przestaje być postrzegana jako globalne supermocarstwo, a światowy układ sił coraz wyraźniej opiera się na rywalizacji Stanów Zjednoczonych i Chin. Jak podkreśla ekspert, wojna w Ukrainie stała się testem dla Zachodu i redefiniuje pozycję Moskwy na arenie międzynarodowej.
Stany Zjednoczone wysyłają sygnały o zmianie globalnego porządku, w którym — zdaniem części ekspertów — Rosja nie jest już uznawana za pełnoprawne supermocarstwo. W rozmowie w programie „Didaskalia” politolog prof. Andrew Michta wskazał, że kluczowym punktem odniesienia stała się obecnie rywalizacja USA–Chiny.
Jak zauważył, słowa Donalda Trumpa o istnieniu dwóch supermocarstw na świecie mają symboliczne znaczenie dla nowego układu geopolitycznego.
— To jest ogromny gest wobec Chin, on nazwał Chiny i Stany Zjednoczone — mówił prof. Michta.
W jego ocenie Rosja coraz częściej klasyfikowana jest jako państwo drugorzędne, którego znaczenie wynika głównie z potencjału militarnego i arsenału nuklearnego.
Ekspert podkreślił również, że wojna w Ukrainie ujawniła ograniczenia rosyjskich możliwości, a jednocześnie stała się strategicznym sprawdzianem dla państw Zachodu. W jego opinii to właśnie kwestia wsparcia dla Ukrainy pokazuje skalę globalnej rywalizacji.
— Gdybyśmy dali Ukrainie na tę pierwszą ofensywę broń, którą daliśmy im później, oni by rozbili armię rosyjską — stwierdził.
Prof. Michta zwrócił uwagę, że przebieg konfliktu determinuje nie tylko sytuację Ukrainy, ale także reputację całego Zachodu.
— Jeżeli Ukraina przegrywa, to jest przegrana Zachodu — podsumował.
Debata o nowym porządku światowym — z USA i Chinami jako głównymi biegunami — coraz częściej wypiera dotychczasowe postrzeganie Rosji jako jednego z kluczowych globalnych graczy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze