Ogromne złoża, trudny surowiec i lata zaniedbań – tak dziś wygląda wenezuelski sektor naftowy. Po interwencji Stanów Zjednoczonych i zmianie władzy w Caracas Waszyngton oczekuje pełnego dostępu do strategicznych zasobów, a Donald Trump nie ukrywa, że to klucz do odbudowy kraju i stabilizacji regionu.
Wenezuela przez dekady należała do najważniejszych graczy na globalnym rynku ropy naftowej. Choć wciąż dysponuje jednymi z największych złóż na świecie, realne wydobycie od lat pozostaje na niskim poziomie. Jednym z głównych problemów jest charakter tamtejszego surowca – to ropa ciężka i kwaśna, której przetwarzanie wymaga kosztownych technologii oraz specjalistycznej infrastruktury.
Oficjalnie Wenezuela deklaruje nawet 1,3 biliona baryłek ropy, jednak potwierdzone złoża są znacznie mniejsze. Według władz to około 300 mld baryłek, a niezależne szacunki mówią o 100–500 mld. Rozbieżności wynikają z wieloletniego zawyżania danych oraz trudności w eksploatacji złóż, zwłaszcza w rejonie Basenu Orinoko, gdzie ropa cechuje się rekordową gęstością i wysoką zawartością siarki.
Od końca lat 90. sektor naftowy pogrążał się w kryzysie. Brak inwestycji, odpływ specjalistów i awarie infrastruktury doprowadziły do zamykania linii produkcyjnych i niedoborów paliw na rynku wewnętrznym. Według danych EIA w 2024 roku Wenezuela wydobywała około 900 tys. baryłek dziennie – ponad dwa razy mniej niż dekadę wcześniej.
Na początku stycznia doszło do militarnej interwencji Stanów Zjednoczonych, w wyniku której prezydent Nicolas Maduro został aresztowany, a realna kontrola nad krajem przeszła w ręce władz współpracujących z Waszyngtonem. Nową liderką została Delcy Rodríguez, którą Donald Trump określił jako osobę „gotową do współpracy” z amerykańską administracją.
Prezydent USA nie kryje, że oczekuje teraz „totalnego” dostępu do wenezuelskich zasobów.
– Kraj jest w ruinie. Był fatalnie zarządzany. Ropa płynie na bardzo niskim poziomie. Powinni mieć większy dochód, więcej ropy – podkreślił Trump, wskazując, że otwarcie sektora na współpracę z USA ma umożliwić odbudowę gospodarki.
W ostatnich latach wydobycie nieznacznie wzrosło dzięki zaangażowaniu Chevrona oraz wsparciu technicznemu z Chin. Wenezuela korzysta także z importu lżejszej ropy i komponentów z Iranu, a modernizacją rafinerii zajmują się zagraniczne firmy. Mimo to eksperci są zgodni: bez głębokich reform, dużych inwestycji i modernizacji infrastruktury kraj nie odzyska dawnej pozycji na rynku.
Zmiany polityczne i rosnąca rola USA mogą przyspieszyć proces odbudowy, ale jednocześnie oznaczają silne uzależnienie Wenezueli od zagranicznych partnerów. Dla administracji Trumpa to jednak jasny sygnał: dostęp do wenezuelskiej ropy ma być elementem nowego porządku i narzędziem stabilizacji regionu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze