Reklama

„Cyrk i przymus”. Poseł Konfederacji punktuje Nowacką

Decyzja Barbary Nowackiej o wprowadzeniu od 1 września obowiązkowego przedmiotu „edukacja zdrowotna” wywołała kolejną falę kontrowersji i – co ważniejsze – poczucie déjà vu. Bo trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia nie tyle z reformą, ile z uporem w forsowaniu projektu, który wcześniej został już przez społeczeństwo wyraźnie odrzucony. Sprawę skomentowała m.in. Ewa Zajączkowska-Hernik, europoseł z ramienia Konfederacji.

Jak zauważyła Ewa Zajączkowska-Hernik w swoim wpisie, cała sytuacja przypomina polityczny teatr absurdu:
„Cyrk. Minister Barbara Nowacka właśnie ogłosiła, że przedmiot ‘edukacja zdrowotna’ będzie od 1 września obowiązkowy!”.

Trudno nie dostrzec ironii tej sytuacji. Przedmiot, który w formule dobrowolnej – jak podkreśla Zajączkowska-Hernik – „poniósł całkowitą klęskę frekwencyjną”, teraz ma stać się obowiązkowy. Innymi słowy: skoro uczniowie i rodzice nie chcieli, to teraz będą musieli.


„Skoro rodzice i uczniowie tak mocno nie chcą tego programu, to będzie on teraz... obowiązkowy ????” - zauważyła polityk.

Reklama

To zdanie dobrze oddaje sedno problemu – napięcie między deklarowaną „modernizacją edukacji” a realnym odbiorem społecznym. W normalnym modelu demokratycznym tak wyraźny sygnał sprzeciwu powinien skłaniać do rewizji projektu, konsultacji, korekt. Tymczasem mamy do czynienia raczej z jego wzmocnieniem.

Dodatkowe wątpliwości budzi zapowiedź wyłączenia z obowiązkowego programu komponentu dotyczącego edukacji seksualnej. Jak zauważa Zajączkowska-Hernik to na razie jedynie deklaracja:
„to zaledwie deklaracja!, że z obowiązkowego materiału programowego ‘edukacji zdrowotnej’ zostanie wyłączony komponent dotyczący wiedzy sek*ualnej”.

Reklama

Brak konkretów oraz fakt, że ostateczny kształt programu ma zostać określony przez zespół powołany w resorcie, rodzą pytania o transparentność i rzeczywiste intencje. W tym kontekście trudno dziwić się sceptycyzmowi:
„Moje zaufanie do resortu Barbary Nowackiej wynosi dokładnie ZERO”.

Sprawa „edukacji zdrowotnej” nie jest zresztą odosobniona. Wpis Zajączkowskiej-Hernik wpisuje się w szerszą krytykę dotychczasowych działań minister:
„dwa sztandarowe projekty i dwie klapy”.

Chodzi tu zarówno o wspomniany przedmiot, jak i o ograniczenie prac domowych – reformę, która według przywoływanych badań spotkała się z krytyką rodziców i nauczycieli. Jeśli rzeczywiście większość środowiska edukacyjnego widzi negatywne skutki zmian, to rodzi się pytanie: czy ministerstwo słucha kogokolwiek poza sobą?

Reklama

Publicystycznie rzecz ujmując – problem nie polega już tylko na konkretnym przedmiocie. Chodzi o sposób prowadzenia polityki edukacyjnej: z góry, bez realnego dialogu, z przekonaniem o własnej nieomylności. A to w obszarze tak wrażliwym jak szkoła musi budzić sprzeciw.

Bo szkoła to nie eksperyment ideologiczny ani pole do politycznych ambicji. To przestrzeń, w której kształtuje się przyszłość – i właśnie dlatego wymaga szczególnej odpowiedzialności.

Na koniec pozostaje pytanie, które wybrzmiewa również w cytowanym wpisie:
„Ile jeszcze sygnałów ma dostać ta pani, by przestała kompromitować swój urząd?”

Reklama

 

Źródło: Facebook/opracowanie własne
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama