Bruksela, 18 grudnia 2025 r. – centrum Unii Europejskiej stało się areną największego protestu rolniczego od lat, który wyraźnie pokazuje, jak bardzo unijna polityka handlowa oderwała się od realiów życia na wsi. Tysiące rolników z 27 państw UE przyjechało, by krzyczeć jednym głosem: „Nie zgadzamy się na umowę Mercosur” – i to nie tylko z powodu strachu, ale realnej troski o przyszłość europejskiego rolnictwa.
Kilka dni przed protestem minister rolnictwa Stefan Krajewski w ostrych słowach opisał umowę Mercosur jako „pistolet przystawiony do głowy europejskiego rolnika”. Jego apel do państw UE o zawiązanie mniejszości blokującej decyzję w Parlamencie Europejskim wyraża więcej niż tylko retorykę – to sygnał, że środowiska rolnicze postrzegają tę umowę jako bezpośrednie zagrożenie dla swoich dochodów i bezpieczeństwa żywnościowego kontynentu.
Nie tylko politycy mówią w ostrych słowach. Przedstawiciele środowisk rolniczych i europejscy parlamentarzyści ostrzegali jeszcze zanim protesty osiągnęły punkt krytyczny. Austrijski eurodeputowany Thomas Waitz podkreślał, że „nie można poświęcać rolników dla zysku kilku wielkich korporacji” i że propozycje Komisji Europejskiej, która chce jednocześnie obniżyć wsparcie dla rolnictwa, są sprzeczne z ochroną wspólnego rynku.
Ta diagnoza jest dziś widoczna gołym okiem. W Brukseli protestujący podkreślają, że UE — realizując ambitne umowy handlowe — zapomniała o kluczowej zasadzie: bez rolników nie ma Europy.
Z relacji obecnych na miejscu wynika, że protest przebiegał w napiętej atmosferze — rolnicy blokowali drogi, odpalali fajerwerki i rzucali hasłami, które biją w sedno problemu: „Policy without farmers is policy against farmers!” — „Polityka bez rolników to polityka przeciwko rolnikom”.
Belgijski hodowca bydła Maxime Mabille określił działania unijnych instytucji jako próbę „dyktowania warunków bez konsultacji z tymi, którzy produkują naszą żywność”. Inni rolnicy mówią wprost: „Europa stała się dyktaturą, która decyduje o losie wsi bez wsi”.
Polityka handlowa UE, jeśli Mercosur zostanie podpisany, oznaczać ma stopniowe zniesienie ceł na produkty z Argentyny, Brazylii, Paragwaju i Urugwaju. Oficjalnie ma to służyć geopolitycznym interesom i zwiększeniu dostępu do globalnych rynków. Jednak nawet część unijnych elit politycznych zauważa problem: w obecnej formie umowa nie zawiera wystarczających zabezpieczeń dla rolników i równych zasad konkurencji.
Prezydent Francji Emmanuel Macron podkreślał w Brukseli, że umowa w obecnej formie jest „nie do przyjęcia” i że nie można poświęcać rolników w imię szybkiego podpisania dokumentu.
Z unijnych analiz i głosów ekspertów wynika jasno: zyski z umowy przekroczone zostaną przede wszystkim przez wielkie sieci hurtowe, importerów i korporacje agrarne, podczas gdy małe i średnie gospodarstwa będą traciły. To one już dziś walczą o przetrwanie, targane spadkami cen skupu, wzrostem kosztów produkcji i coraz ostrzejszą konkurencją tańszych produktów spoza UE.
To dlatego protest w Brukseli nie jest jedynie lokalnym buntowaniem się przeciwko politykom — to symptom głębokiego kryzysu zaufania między Unią a jej obywatelami, którzy płacą cenę za decyzje podejmowane w odległych salach konferencyjnych.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze