Wystarczyło kilkanaście godzin, by nowa aplikacja pokazująca najbliższe miejsca schronienia stała się jednym z najczęściej wyszukiwanych narzędzi w kraju – i by jej serwery zaczęły się dławić od zainteresowania. Komendant Główny Państwowej Straży Pożarnej nadbryg. Wojciech Kruczek zapewnia, że problem został usunięty, a „Gdzie się ukryć” ma przejść kolejny ważny krok: w pierwszym kwartale 2026 roku zostanie podpięta do mObywatela.
Nowe narzędzie wystartowało w atmosferze dużych emocji i realnej ciekawości: ludzie zaczęli masowo sprawdzać, czy w pobliżu mają miejsce, które w razie nagłego zagrożenia może dać choć krótkotrwałą osłonę. Skala zainteresowania okazała się tak duża, że – jak relacjonował szef PSP – w pewnym momencie serwery nie wytrzymały liczby odsłon i pobrań. Kruczek mówił o „naprawieniu błędu” i zapewniał, że przepływ danych wrócił do bezpiecznego poziomu.
Pytany o to, ile osób zdążyło już skorzystać z „Gdzie się ukryć”, komendant nie wskazał konkretnej wartości. Podkreślił jednak, że pobrania i odsłony liczone są w milionach, co tłumaczy, dlaczego system w pierwszej fali zainteresowania miał kłopoty z wydajnością.
Jednym z kluczowych założeń narzędzia jest tryb offline. Zgodnie z zapowiedziami, aplikacja pobiera wcześniej dane o najbliższych punktach, zapisuje je w telefonie, a potem potrafi poprowadzić użytkownika do miejsca schronienia nawet bez dostępu do sieci. W praktyce ma to działać tak, że użytkownik dostaje wskazanie kierunku i trasę, wspieraną przez nawigację i kompas w smartfonie.
Ważne zastrzeżenie dotyczy tego, czym są obiekty prezentowane na mapie. Według PSP nie chodzi o pełnoprawne schrony długoterminowe, lecz o miejsca tymczasowej ochrony – mające dać osłonę m.in. przed skutkami nalotów czy gwałtownymi zjawiskami pogodowymi. To rozróżnienie ma znaczenie, bo w przestrzeni publicznej słowo „schron” bywa używane szeroko, a narzędzie ma przede wszystkim pomóc szybko znaleźć najbliższy realnie dostępny punkt osłony.
„Gdzie się ukryć” opiera się na dużej bazie zinwentaryzowanych miejsc. W komunikatach dotyczących startu narzędzia podawano, że na mapie znajduje się ponad 70 tysięcy obiektów, które mają umożliwić doraźne schronienie. Narzędzie powstało jako następca wcześniejszego rozwiązania i wykorzystuje zaktualizowane dane zbierane w 2025 roku.
W rozmowie pojawił się też obraz nierówności regionalnych. Szef PSP wskazywał, że w województwie mazowieckim około 80 procent ludności ma możliwość schronienia się w zinwentaryzowanych obiektach, podczas gdy w mniejszych województwach ma to być około 40 procent. Zaznaczał, że najlepiej wyglądają statystyki w dużych miastach. Jednocześnie zwracał uwagę na praktyczny kłopot: znaczną część miejsc stanowią piwnice w budynkach wielorodzinnych, które na co dzień bywają zamknięte, co rodzi napięcia społeczne i organizacyjne w razie alarmu.
Państwowa Straż Pożarna zapowiada kampanię społeczną, która ma przekonywać mieszkańców, że w sytuacji zagrożenia piwnice powinny stać się przestrzenią wspólną, a nie „na klucz tylko dla swoich”. W przekazie pojawia się też szersza myśl o odporności społecznej i odpowiedzialności za innych, bo sam spis miejsc schronienia nie rozwiąże problemu, jeśli drzwi do części z nich pozostaną zamknięte.
Kruczek nie ukrywał, że budowa trwałego systemu ochrony ludności nie wydarzy się w kilka miesięcy. Mówił o długim procesie i inwestycjach liczonych raczej w latach, przypominając, że przez długi czas w tym obszarze nie prowadzono działań na odpowiednią skalę. Równolegle ma postępować cyfrowa strona projektu: w pierwszym kwartale 2026 roku „Gdzie się ukryć” ma zostać podpięte do mObywatela, co – w założeniu – ma ułatwić dostęp do mapy i informacji w jednym, powszechnie używanym narzędziu.
red.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze