Prezydent USA ogłosił przed połączonymi izbami Kongresu, że Ameryka wkroczyła w „złoty wiek”. W rekordowo długim przemówieniu przekonywał o historycznej transformacji kraju, atakował Demokratów, bronił swojej polityki celnej i ostrzegał Iran. Wystąpienie, które trwało niemal dwie godziny, było jednym z najbardziej konfrontacyjnych w ostatnich latach.
Donald Trump rozpoczął orędzie od mocnej deklaracji. Jak stwierdził, w ciągu zaledwie roku jego administracja dokonała przełomu „na wieki”, a zapowiadany wcześniej „złoty wiek Ameryki” już się rozpoczął.
Prezydent zapewniał, że kraj jest dziś silniejszy, bezpieczniejszy i bardziej konkurencyjny niż kiedykolwiek. W jego ocenie Stany Zjednoczone „znów wygrywają” – i to w skali, która ma zaskakiwać nawet jego samego.
Znaczną część wystąpienia Trump poświęcił kondycji gospodarki. Przekonywał, że inflacja gwałtownie spada, a ceny paliw są niższe niż w czasie poprzedniej administracji. Mówił też o wielomiliardowych inwestycjach zagranicznych firm, wskazując je jako dowód zaufania do amerykańskiej gospodarki.
Jednocześnie winą za wysokie koszty życia obarczył Demokratów oraz nielegalną imigrację. Zarzucał opozycji brak troski o obywateli USA i sprzeciw wobec zaostrzenia przepisów wyborczych. W symbolicznym geście poprosił kongresmenów, by wstali, jeśli zgadzają się, że państwo powinno w pierwszej kolejności dbać o własnych obywateli. Gdy część Demokratów pozostała na miejscach, prezydent skomentował to ostrymi słowami.
Podkreślał również ograniczenie napływu migrantów oraz – jak twierdził – najniższe od dekad wskaźniki przestępczości. Zapowiedział też działania na rzecz obniżenia kosztów opieki zdrowotnej i porozumienie z firmami technologicznymi w sprawie równoważenia wzrostu kosztów energii przy rozwoju centrów danych dla sztucznej inteligencji.
Prezydent odniósł się do niedawnej decyzji Sądu Najwyższego, który unieważnił część wprowadzonych przez niego ceł. Orzeczenie określił jako „rozczarowujące”, ale zaznaczył, że większość państw i korporacji chce utrzymać dotychczasowe umowy handlowe.
Trump sugerował, że wpływy z ceł mogą w przyszłości w dużej mierze zastąpić podatek dochodowy, choć wielu ekonomistów podchodzi do tej koncepcji sceptycznie.
W części poświęconej polityce zagranicznej prezydent skupił się przede wszystkim na Iranie. Zapewniał, że preferuje rozwiązania dyplomatyczne, ale jednocześnie podkreślił, że nigdy nie dopuści do tego, by Teheran wszedł w posiadanie broni jądrowej.
Ostrzegał przed rozwojem irańskich rakiet balistycznych, które – jak mówił – mogą zagrozić Europie, amerykańskim bazom wojskowym, a w przyszłości także terytorium USA.
Wspomniał również o zobowiązaniach sojuszników z NATO do zwiększenia wydatków na obronność oraz o sprzedaży uzbrojenia przeznaczonego dla Ukrainy. Sama wojna w Ukrainie została jednak wspomniana jedynie marginalnie.
Zgodnie z tradycją prezydent zaprosił na galerię gości, do których nawiązywał w trakcie przemówienia. Wśród nich znaleźli się sportowcy – mistrzowie zimowych igrzysk – a także żołnierze uhonorowani najwyższymi odznaczeniami wojskowymi.
Demokraci również zaprosili własnych gości, w tym ofiary przestępstw oraz osoby związane ze sprawą Jeffreya Epsteina. Część polityków opozycji zbojkotowała wystąpienie, a kilkudziesięciu opuściło salę już na jego początku.
Przemówienie trwało 1 godzinę i 48 minut, co czyni je najdłuższym w historii dorocznych wystąpień prezydentów przed Kongresem. Tym samym Trump pobił własny rekord z poprzedniego roku.
Konstytucyjny obowiązek składania raportu o stanie państwa ma długą tradycję, lecz osobiste wygłaszanie orędzi przed Kongresem zapoczątkował w 1913 roku prezydent Woodrow Wilson. Tegoroczne wystąpienie zapisze się w historii nie tylko ze względu na długość, ale przede wszystkim na wyraźnie konfrontacyjny ton i wyraźne zarysowanie linii podziału w amerykańskiej polityce.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze