Jego głos co roku wracał w grudniu jak sygnał, że święta są tuż za rogiem. Chris Rea, brytyjski wokalista, gitarzysta i autor przebojów „Driving Home for Christmas” oraz „The Road to Hell”, zmarł 22 grudnia 2025 roku w wieku 74 lat. Informację przekazano za pośrednictwem mediów, powołując się na oświadczenie rodziny.
Z dostępnych komunikatów wynika, że artysta odszedł w szpitalu po krótkiej chorobie. Okoliczności śmierci nie były szerzej opisywane, a w przekazach podkreślano, że informacja pochodzi od rodziny przekazana za pośrednictwem rzecznika.
Dla wielu słuchaczy Chris Rea ma twarz i głos jednego utworu: „Driving Home for Christmas”. Nagrany w latach 80., z czasem urósł do rangi jednej z najczęściej granych piosenek w okresie świątecznym w Europie. Co ważne, jego popularność rosła stopniowo, a dziś to stały element grudniowych playlist – od radia po domowe głośniki.
Rea nie był jednak wyłącznie „świątecznym” artystą. W jego dyskografii kluczowe miejsce zajmują albumy i utwory, które zdefiniowały końcówkę lat 80. i początek 90. – w tym „The Road to Hell” oraz „Auberge”. To właśnie wtedy umocnił pozycję twórcy balansującego między bluesem, rockiem i popem, z charakterystycznym, rozpoznawalnym od pierwszych taktów brzmieniem gitary.
W ostatnich dekadach życia artysta mierzył się z poważnymi problemami zdrowotnymi, a mimo to – jak odnotowywały media – nie porzucił muzyki i konsekwentnie wracał do bluesowych korzeni. Jego dorobek obejmuje dziesiątki albumów i wieloletnią obecność na scenie, a piosenki takie jak „On the Beach” czy „Josephine” pozostają ważną częścią repertuaru stacji radiowych do dziś.
Śmierć Chrisa Rea zbiega się z czasem, w którym jego muzyka rozbrzmiewa najczęściej. Dla fanów będzie to pierwszy sezon świąteczny, w którym „Driving Home for Christmas” zabrzmi już bez świadomości, że jego autor wciąż jest gdzieś w drodze. Zostaje jednak to, co najtrwalsze: piosenki, które przeżyły modę, trendy i pokolenia słuchaczy.
red.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze