Turyści wracający z Malediwów utknęli na lotnisku Male po zamknięciu przestrzeni powietrznej nad ZEA. Setki osób nie mogą wrócić do Europy, a brak hotelowych miejsc zmusza ich do spania na walizkach lub łodziach. Chaos w informowaniu i rosnące ceny lotów potęgują dramatyczną sytuację podróżnych.
Jedna z turystek, Zofia Pietrzak, relacjonuje, że wraz z mężem miała odlecieć rano 1 marca 2026 r. z Malediwów do Polski z przesiadką w ZEA. Dzień wcześniej dopłynęli łodzią do Male, gdzie znajduje się lotnisko. Początkowo – jak mówi – informacje o ataku na Iran nie sugerowały, że przesiadka w Emiratach może stać się niemożliwa. Wieczorem okazało się jednak, że loty są odwoływane. Para miała lecieć liniami Air Arabia z przesiadką w Szardży.
Na lotnisku – według tej relacji – pasażerowie usłyszeli, że mogą czekać na otwarcie przestrzeni powietrznej albo anulować bilet i szukać alternatywy na własną rękę. Turystka mówi wprost o chaosie informacyjnym i przerzucaniu odpowiedzialności między punktami obsługi a przewoźnikami.
W opowieści pojawia się kluczowy problem: dostępność połączeń do Europy gwałtownie się skurczyła. Według rozmówczyni lotów „praktycznie nie było” już na tydzień do przodu, a potem okno wydłużyło się do półtora–dwóch tygodni. Część osób miała kupować bilety z wieloma przesiadkami, m.in. przez Tajlandię czy Kuala Lumpur. Na terminalu przybywało kolejnych pasażerów dowożonych z resortów; skala – jak ocenia – rosła z setek do tysięcy.
W tle widać szerszy kryzys lotniczy wywołany eskalacją konfliktu z Iranem: zamknięcia przestrzeni powietrznej i ograniczenia na dużych lotniskach w regionie uderzyły w ruch tranzytowy i rozlały się na połączenia dalekodystansowe.
Kolejna warstwa kryzysu to zakwaterowanie. Pietrzak opisuje, że w okolicach lotniska w Male zaczęło brakować miejsc w hotelach, a część osób nocowała na walizkach lub była zmuszona wynajmować łodzie. Podaje przykład grupy 13 Polaków podróżujących z rodzinami, którzy nie znaleźli noclegu i spali na łódce, bo kolejna grupa nie doleciała. Sama z mężem zarezerwowała pokój na trzy doby, przyznając, że wolała stracić pieniądze, niż zostać na lotnisku.
Władze Malediwów informowały jednocześnie o działaniach osłonowych dla turystów, których wyloty zostały odwołane. Służby imigracyjne zapowiedziały przedłużanie wiz turystycznych osobom, które nie zdążą opuścić kraju w terminie z powodu wstrzymanych połączeń.
Turystka mówi także o poczuciu pozostawienia samym sobie. W jej relacji rejestracja w systemie Odyseusz nie rozwiązała problemu, a najbliższy konsulat znajduje się w New Delhi. „Dostaliśmy tylko SMS-a… żeby kontaktować się z przewoźnikami” – opisuje. Dodaje, że w chaosie pojawiają się internetowi naciągacze i podejrzane oferty „lotów” w drastycznie zawyżonych cenach, a wśród oczekujących są rodziny z małymi dziećmi i osoby starsze.
W pewnym momencie – jak relacjonuje – w systemach najwcześniejsze „bezpieczne” loty do głównych europejskich hubów, takich jak Frankfurt czy Londyn, miały widnieć dopiero na połowę marca. „Nie wiemy, co robić… Jest ogromny chaos” – podsumowała.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze