Reklama

Niewinna zabawka, tragiczne skutki

Biegły z zakresu pożarnictwa zakończył w sobotę działania na terenie domu w Myjomicach, w którym na skutek bezogniowego pożaru zginęli matka i jej 11-letni syn. Według eksperta, przyczyną pożaru było przegrzanie baterii w zabawce.

Szef Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wlkp. Janusz Walczak powiedział w sobotę PAP, że zakończono czynności związane z ustaleniem najbardziej prawdopodobnej przyczyny pożaru w domu w Myjomicach. Ze sporządzonego przez biegłego z dziedziny pożarnictwa protokołu wynika, że jako przyczynę pożaru wskazano na przegrzanie baterii w zabawce, którą bawiło się jedno z dzieci.

— Czynności śledcze są kontynuowane. Została zaplanowana sekcja zwłok, co może być przydatne w ustaleniu przyczyny śmierci — powiedział prokurator Walczak.

Reklama

W rozmowie z PAP przyznał, że ze wstępnych ustaleń służb ratowniczych wynikało, że przyczyną pożaru mogła być awaria instalacji fotowoltaicznej, która znajduje się na terenie posesji.

— Ostatecznie te podejrzenia zostały wykluczone — dodał.

Do zdarzenia doszło w piątek przed godz. 15 w domu jednorodzinnym w Myjomicach koło Kępna przy ul. Jeżynowej. Policja i straż pożarna zostały zawiadomione, że z domu wydobywają się kłęby dymu. Po przyjeździe na miejsce ustalono, że bezogniowy pożar zaczął się na poddaszu.

Reklama

Rzecznik prasowy kępińskiej straży pożarnej st. kpt. Paweł Michalski poinformował, że wszystkie znajdujące się tam rzeczy zaczęły żarzyć się bez płomienia, wydzielając trujące gazy. W tym czasie w domu było pięć osób - rodzice z trojgiem dzieci w wieku 1, 4 i 11 lat. 46-letni mężczyzna wyniósł z domu najmłodsze dzieci, a kobieta i 11-letni chłopiec stracili przytomność. Z pomocą przyszli strażacy, którzy ich wynieśli.

Po trwającej kilkadziesiąt minut reanimacji 38-letnią matkę przewieziono do kępińskiego szpitala. Chłopiec zmarł. W nocy w sobotę zmarła jego matka.

Reklama

Rzecznik straży powiedział, że w domu nie było zamontowanych czujek dymu.

Krzysztof Godek, drugi zastępca burmistrza Kępna, powiedział PAP, że pracownicy Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej zaoferują rodzinie opiekę psychologiczną i pomoc przy usuwaniu skutków pożaru. Do pomocy - jak powiedział sołtys wsi i radny gminy Krzysztof Kocera - włączyli się wszyscy mieszkańcy. Wieś liczy ok. 800 osób.

Źródło: PAP
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama