Jeszcze niedawno miały być symbolem technologicznego przełomu i gwarancją bezpieczeństwa najważniejszych instalacji. Dziś chińskie systemy obrony powietrznej HQ-9B są w Iranie przedmiotem ostrej krytyki. Według relacji irańskich komentatorów i mediów powiązanych z establishmentem, sprzęt nie wytrzymał konfrontacji z siłami USA i Izraela w pierwszych godzinach zmasowanego ataku.
Systemy HQ-9B zostały wprowadzone do irańskich sił zbrojnych w połowie ubiegłego roku. Zakup od Chin był odpowiedzią na wcześniejsze napięcia i miał wzmocnić ochronę strategicznych obiektów. Rozmieszczono je m.in. w rejonach uznawanych za szczególnie wrażliwe – przy instalacjach wojskowych, obiektach nuklearnych oraz w pobliżu siedzib struktur bezpieczeństwa.
Według irańskich źródeł pierwsze godziny zmasowanych nalotów sił amerykańskich i izraelskich przyniosły jednak rozczarowanie. Uderzenia objęły ponad 20 prowincji i dotknęły kluczowych ośrodków władzy oraz infrastruktury wojskowej. Wiele baterii HQ-9B miało zostać zniszczonych lub okazać się nieskutecznych wobec użytych środków napadu powietrznego.
Na papierze HQ-9B uchodzi za zaawansowany system obrony przeciwlotniczej dalekiego zasięgu. Jego deklarowane możliwości – zasięg rzędu 200–250 kilometrów oraz zdolność zwalczania celów aerodynamicznych i balistycznych – porównywane są do rosyjskich zestawów S-300PMU-2.
Eksperci podkreślają jednak, że rzeczywista skuteczność systemu zależy nie tylko od parametrów technicznych, ale także od integracji z siecią dowodzenia, odporności na zakłócenia elektroniczne i zdolności do jednoczesnego zwalczania wielu celów, w tym maszyn stealth oraz nisko lecących pocisków manewrujących. To właśnie w tych obszarach – według irańskich komentatorów – system miał ujawnić poważne ograniczenia.
Pekin nie odniósł się publicznie do zarzutów. Chińskie media państwowe ograniczają się do ogólnych apeli o polityczne rozwiązanie kryzysu na Bliskim Wschodzie. W Teheranie natomiast pojawiają się głosy, że fiasko HQ-9B może wpłynąć na przyszłe decyzje zakupowe.
W grę wchodzić ma zarówno zwrot ku Rosji – mimo trudności z dostawami systemów S-400 – jak i przyspieszenie prac nad rodzimymi konstrukcjami, takimi jak Bavar-373 czy 15. Khordad. Oba scenariusze wydają się jednak trudne do szybkiej realizacji w warunkach trwającego konfliktu.
Zakup chińskich systemów nastąpił po wcześniejszych doświadczeniach z rosyjskimi zestawami S-300, które – według doniesień – zostały szybko zneutralizowane podczas poprzednich starć. Obecne wydarzenia rodzą pytania o realną skuteczność importowanych technologii w warunkach starcia z zaawansowanymi siłami powietrznymi.
Dla Iranu to nie tylko problem militarny, lecz także wizerunkowy i strategiczny. System, który miał być symbolem wzmocnienia obrony, stał się przedmiotem publicznej krytyki. W warunkach intensywnej wojny informacyjnej i militarnej każda taka słabość może mieć znaczenie wykraczające daleko poza pole bitwy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze