Reklama

Wcześniejsze doniesienia medialne, potwierdzają się - polskie wojsko rozważa przejęcie od Amerykanów używanych transporterów opancerzonych Stryker. Mówi o tym zarówno szef MON oraz Sztabu Generalnego. Informacja wzbudza spore kontrowersje, głównie dlatego, że mamy bardzo podobne polskie Rosomaki.

 W środę plotki dotyczące Strykerów zostały oficjalnie potwierdzone. Wywołało to falę komentarzy w mediach społecznościowych.  Do dyskusji na X  włączyli się nie tylko  komentatorzy i dziennikarze z  branży militarnej, ale także  gen. Wiesław Kukuła, czyli szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Wymiana zdań zakończyła się ujawnieniem wielu istotnych informacji, ale też emocjami i banami.

Weźmiemy Strykery?

Dyskusja zaczęła się od wpisu dziennikarki Polskiego Radia Agnieszki Drążkiewicz, która ustaliła, że już w połowie ubiegłego miesiąca Sztab Generalny pozytywnie zaopiniował przejęcie od Amerykanów 250 używanych kołowych transporterów opancerzonych (KTO) Stryker.

Reklama

Stosowna rekomendacja trafiła do Rady Modernizacji Technicznej w MON, która jest ostateczną instancją, decydującą o tego rodzaju zakupach lub przejęciach. Informacje Drążkiewicz wywołały lawinę komentarzy dziennikarzy branżowych i komentatorów. Głównie komentarzy krytycznych, które wiążą się z faktem, że produkujemy już i to w dużych ilościach bardzo podobne KTO Rosomak.

"Pod pewnymi względami nasze transportery są może nawet lepsze, np. jeśli chodzi o siłę uzbrojenia. Produkujemy je od dwóch dekad w zakładach w Siemianowicach Śląskich na podstawie licencji fińskiej firmy Patria. Większość elementów pochodzi z Polski, choć te najdroższe - silnik i skrzynia biegów -  importujemy. Do tej pory, w różnych wersjach, wojsko otrzymało już około 1000 Rosomaków. Potrzeba ich co najmniej drugie tyle. Problem w tym, że od lat skala zamówień jest mała. Nie zmieniło się to nawet po wybuchu wojny w Ukrainie" - wskazuje Maciek Kucharczyk z portalu Gazeta.pl.

Reklama

Na podstawie serii umów podpisanych po 2022 roku, wojsko do 2028 roku ma otrzymać 208 nowych Rosomaków, z nowymi, zdalnie sterowanymi wieżami ZSWW-30.

Cytowany przez portal  Gazeta.pl Bartłomiej Kucharski, dziennikarz miesięcznika "Wojsko i Technika" jest to skala produkcji zdecydowanie poniżej teoretycznych możliwości zakładów w Siemianowicach Śląskich. Jest to też zdecydowanie poniżej teoretycznych potrzeb wojska.

"Kolejne rządy do spółki z wojskiem nie zrobiły jednak nic, aby zainwestować istotnie w polską fabrykę i możliwości produkcyjne Rosomaków. Zainwestowano za to w umieszczenie tam początkowo montażu, a potem produkcji koreańskich pojazdów terenowych KLTV" - czytamy

Reklama

System logistyczny

Istotne jest to, że przez dwadzieścia lat służby Rosomaków w Wojsku Polskim, został stworzony dla nich funkcjonujący system logistyczny.

"Mamy możliwość ich remontowania i naprawiania. Mamy też system szkolenia załóg i techników. Strykery byłyby czymś nowym, co wymagałoby zbudowania równoległego zaplecza tego rodzaju. Co więcej, znając standardowe praktyki amerykańskich koncernów zbrojeniowych (w tym wypadku General Dynamics Land Systems), nie byłoby to nic taniego i łatwego do wdrożenia" - wskazuje Gazeta.pl.

Reklama

Gotowość i zdolności

Po co zatem mamy przejmować od Amerykanów wysłużony sprzęt?

 - Po wstępnej analizie uzgodniliśmy, że wojsko sprawdzi stan techniczny i oceni ich przydatność dla naszych sił zbrojnych. Czy to jest dobry materiał do szkolenia, prowadzenia działań operacyjnych, czy potrzebujemy tego typu sprzętu - powiedział w środę minister Władysław Kosiniak-Kamysz, którego cytowało Polskie Radio.

Genezę tego pomysłu podczas dyskusji na X wyjaśniał gen. Kukuła. "Wszystko jest racjonalne. Powód jest jeden. Gotowość bojowa wojsk i ich zdolności" - napisał.

Reklama

Przy wydawaniu pozytywnej rekomendacji w sprawie Strykerów, Sztab Generalny miał brać pod uwagę takie czynniki, jak: gotowość bojowa wojsk, zdolności produkcyjne przemysłu w perspektywie wieloletniej i wielkość potrzeb Wojsk Lądowych. "Przy założeniu wykorzystania pełnego potencjału naszego przemysłu i naszych możliwości finansowych wciąż istnieje przestrzeń na przyjęcie nawet większej donacji" - dodał Kukuła.

Kwestia serwisu dla amerykańskich maszyn ma być przedmiotem negocjacji po sprawdzeniu ich stanu technicznego i uznaniu, że się nadają. Na pytania, dlaczego wcześniej nie zamówiono większej ilości Rosomaków i nie zadbano o krajową produkcję, odpowiadał, że to nie jego wina. "Nie odpowiadam za dekady. Mam wpływ na to zagadnienie od nieco ponad dwóch lat. Robię naprawdę wiele, by żołnierze w godzinie próby mieli czym walczyć!" - napisał gen. Kukuła.

Reklama

 

 

Odległa decyzja

Jak się więc wydaje otrzymaliśmy od Amerykanów potencjalnie świetną propozycję - deficytowy dla nas sprzęt za darmo. Jeśli stan techniczny byłby dla nas akceptowalny, Polska mogłaby przyjąć nawet więcej niż aktualnie proponowane 250 pojazdów. Nasz przemysł nie jest w stanie wyprodukować odpowiedniej liczby Rosomaków w krótkim czasie, nawet gdybyśmy mieli na to pieniądze. Szybkie załatanie dziur w stanie wyposażenia polskiego wojska byłoby więc możliwe dzięki używanemu sprzętowi z USA. Generał Kukuła dodał, że ostateczna decyzja jest jeszcze dość odległa, bo może zapaść dopiero w drugiej połowie 2026 roku. "Chyba, że sytuacja bezpieczeństwa gwałtownie się pogorszy" - stwierdził.

Reklama

Wspólnym mianownikiem licznych głosów krytycznych, które przewijały się w dyskusji na X była opinia, że najpierw wojsko i kolejne rządy przez lata zamawiały za mało Rosomaków, i to nawet w sytuacji wojny u sąsiada, po czym nagle w trybie pilnym chcą brać podobny, używany sprzęt z USA, uzasadniając decyzję  zagrożeniem i brakami w wyposażeniu. Komentatorzy wskazują, że sprzęt teoretycznie może być darmowy, ale wyłącznie na początku. Później jego utrzymanie będzie kosztować i to zapewne więcej niż podobnej liczby Rosomaków, których fabryka jest w Polsce. Z tej perspektywy branie używanych Strykerów to krótkowzroczność, a słuszniejsze byłoby długofalowe inwestowanie w zdolności krajowe.

Czy to konieczne?

Eksperci wskazują, że najważniejsze w tym kontekście jest by odpowiedzieć na pytanie w jakiej perspektywie jesteśmy zagrożeni wojną.

Reklama

Gdyby ryzyko było wysokie w perspektywie końca dekady, wówczas amerykańskie używane transportery miałyby większy sens.

"Lepsze one niż wysyłanie ludzi na front w nieopancerzonych ciężarówkach. Wojskowi często posługują się argumentem pilności zakupów, uzasadniając pomijanie krajowego przemysłu zbrojeniowego. Na tej zasadzie kupujemy na przykład południowokoreańskie armatohaubice K9, choć produkujemy w kraju analogiczne Kraby" - wskazuje Gazeta.pl.

Faktem jest jednak, że po prawie czterech latach wojny u naszego sąsiada, polscy politycy i wojskowi nie zdołali stworzyć kompleksowej strategii dla krajowego przemysłu zbrojeniowego. Najlepszym dowodem fabryka w Siemianowicach Śląskich, która nadal wypuszcza Rosomaki w tempie "jak zawsze".

Reklama

 

 

Źródło: Gazeta.pl Aktualizacja: 05/12/2025 11:19
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama