To miało być zwyczajne nagranie zimowego Olsztyna. Andrzej Sprzączak, wideoreporter Gazety Olsztyńskiej, wyszedł w teren, by zarejestrować zupełnie inny temat. Los jednak napisał własny scenariusz. Zamiast miejskich kadrów w obiektywie pojawiła się… wataha dzików. Materiał, który powstał zupełnie przypadkowo, w kilka dni stał się jednym z największych internetowych hitów ostatnich tygodni.
Do zdarzenia doszło 14 stycznia około godziny 20.00 przy ulicy Krasickiego, w pobliżu Carrefoura i V Liceum Ogólnokształcącego. Kilkanaście dzików weszło na torowisko tramwajowe, skutecznie blokując przejazd tramwajów linii 4 i 5. Składy musiały się zatrzymać i cierpliwie czekać, aż zwierzęta opuszczą tory.
Jak widać na nagraniu, torowisko w tym miejscu jest oddzielone od chodnika barierkami, a z drugiej strony przebiega ruchliwa, dwupasmowa jezdnia. Zdezorientowane dziki znalazły się w pułapce. Zamiast uciekać, zbiły się w zwartą grupę. Były wyraźnie wystraszone, wydawały z siebie głośne dźwięki, a ich zachowanie momentami wyglądało nerwowo i agresywnie – co było raczej reakcją na stres niż realnym atakiem.
Sytuacja była niebezpieczna. Tramwaj zatrzymał się w ostatniej chwili, a każde gwałtowniejsze zachowanie zwierząt mogło zakończyć się tragedią. Przez kilkanaście minut dziki poruszały się po torowisku, a pod koniec zdarzenia biegły przed bardzo wolno jadącym tramwajem.
Na nagraniu słychać również komentarz przypadkowego przechodnia, który naliczył 16 dzików. Według niego były to dwa mioty – starszy i młodszy. Gdy zwierzęta w końcu wbiegły w zarośla, mężczyzna skwitował sytuację słowami: „No i są na swoim nareszcie”.
Zanim jednak wataha dotarła do zielonego pasa, musiała jeszcze przebiec przez ruchliwą ulicę Krasickiego. Na chwilę wstrzymano ruch samochodowy, by umożliwić zwierzętom bezpieczne przejście. To był najbardziej ryzykowny moment całego zdarzenia. Całość trwała około pół godziny, nie dłużej. Nie wiadomo, czy na miejsce wezwano służby.
Nagranie doskonale pokazuje problem, który narasta od lat. Dziki coraz częściej pojawiają się w miastach, szczególnie zimą. Szukają pożywienia, skrótów i bezpiecznych tras przemieszczania się. Dla ludzi bywa to fascynujące widowisko, ale w rzeczywistości takie spotkania mogą być bardzo niebezpieczne.
Wystraszony dzik to zwierzę nieprzewidywalne. Gdyby wpadł na przechodnia, rowerzystę lub samochód, skutki mogłyby być poważne. Tym razem obyło się bez ofiar, ale napięcie i realne zagrożenie były wyraźnie widoczne.
Choć materiał powstał zupełnie przypadkiem, szybko podchwyciły go ogólnopolskie media. Film błyskawicznie rozszedł się w sieci, a największą popularność zdobył jego krótki fragment w formacie short, który na YouTubie obejrzano ponad 3 miliony razy.
To kolejny dowód na to, że czasem najbardziej nośne historie rodzą się zupełnie przypadkiem – na styku codziennego życia miasta i dzikiej natury, która coraz śmielej wkracza w naszą przestrzeń.



Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze