- W związku z tym, że wyjazd miał charakter prywatny, nie uważam, że muszę mówić gdzie dokładnie byłem na sylwestra. Wyjazd był prywatny, a nie służbowy i partyjny, więc nie był finansowany z pieniędzy publicznych. Uważam, że z perspektywy czasu to była daleko idąca niezręczność - przyznał Ryszard Petru.
Zaznaczył, że protest w Sejmie jest rotacyjny, a jego dyżury przypadały na okres świąteczny. Przyznał jednak, że lider partii powinien być w pobliżu.