Reklama

Jedni mówią o przejęciu władzy, inni wychodzą na ulice. Niemcy w punkcie zapalnym

Na zjeździe w Erfurcie liderzy niemieckiej AfD zapowiedzieli walkę o władzę i przekonywali, że są gotowi przejąć rządy w kraju. W tym samym czasie przed halą kongresową i w całym mieście tysiące demonstrantów protestowały przeciwko ugrupowaniu, które w sondażach zyskuje coraz większe poparcie.

Podczas kongresu w Erfurcie Alternatywa dla Niemiec (AfD) zaprezentowała się jako ugrupowanie gotowe do przejęcia władzy na poziomie regionalnym, a w dalszej perspektywie także federalnym. Liderzy partii nie kryli ambicji politycznych, podkreślając rosnące poparcie i przekonanie o własnej sile.

W wystąpieniu kończącym zjazd współprzewodnicząca partii Alice Weidel stwierdziła, że to jej ugrupowanie wyznacza dziś kierunek debaty publicznej w Niemczech. Jak mówiła, AfD „jako jedyna odpowiada na realne potrzeby wyborców” i ma gotowe rozwiązania dla kraju.

Reklama

Weidel ostro atakowała także rządzącą chadecję CDU, zarzucając jej prowadzenie polityki sprzecznej z interesem Niemiec. Jednocześnie podkreślała, że AfD nie jest już tylko partią protestu, ale „pełnoprawną partią masową”, zdolną do objęcia odpowiedzialności za rządzenie.

W podobnym tonie wypowiadał się współprzewodniczący ugrupowania Tino Chrupalla, który przekonywał delegatów, że celem partii jest przejęcie władzy – najpierw w landach, a następnie na poziomie federalnym. Jak zapowiedział, AfD chce być gotowa do rządzenia już w kolejnych cyklach wyborczych.

Reklama

Zjazd w Erfurcie miał wyraźnie ofensywny charakter. Partia starała się pokazać jedność, unikała wewnętrznych sporów i prezentowała się jako stabilna alternatywa dla obecnego systemu politycznego. Według sondaży AfD ma realne szanse na sukces w wyborach regionalnych, co – jak podkreślają jej liderzy – mogłoby oznaczać „normalizację” ugrupowania na niemieckiej scenie politycznej.

Jednocześnie kongresowi towarzyszyły ogromne protesty przeciwników skrajnej prawicy. Według organizatorów w demonstracjach w Erfurcie i okolicach wzięło udział nawet kilkadziesiąt tysięcy osób. Część protestujących blokowała dojazdy do miejsca obrad, a policja musiała zabezpieczać trasy i kontrolować sytuację w mieście.

Reklama

Funkcjonariusze informowali o incydentach, w tym próbach przełamania blokad oraz pojedynczych atakach na dziennikarzy. Mimo napięć większość zgromadzeń przebiegła pokojowo, choć odnotowano także przypadki wykroczeń i uszkodzeń mienia.

Zjazd miał również momenty mniej polityczne – w trakcie obrad przez salę rozbrzmiał motyw „Imperial March” z „Gwiezdnych wojen”. Jak ustaliły służby, źródłem dźwięku były ukryte głośniki Bluetooth, których pochodzenie nie zostało dotąd wyjaśnione.

Niemiecka scena polityczna pozostaje więc głęboko spolaryzowana: z jednej strony partia, która coraz głośniej mówi o przejęciu władzy, z drugiej – masowy sprzeciw społeczny, który pokazuje, że droga do tego celu będzie daleka i pełna napięć.

Źródło: Interia.pl / Deutsche Welle
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości