Węgierski rynek medialny przeszedł właśnie tektoniczne wstrząsy. Szwajcarski koncern Ringier sprzedał swoje tytuły grupie związanej z ludźmi Viktora Orbána. Dla jednych to zwykła decyzja biznesowa, dla innych – symboliczny moment, który może zmienić układ sił w całym regionie. Czy Polska jest następna?
Na Węgrzech kończy się pewna epoka. Po trzech dekadach obecności Ringier – szwajcarski wydawca znany z takich tytułów jak Blikk czy Glamour – zdecydował się wycofać z kraju. Jego węgierski oddział, Ringier Hungary Kft., został sprzedany grupie Indamedia, której właściciele należą do najbliższego kręgu premiera Viktora Orbána.
Transakcja, sfinalizowana pod koniec października, obejmuje 18 tytułów prasowych i internetowych, w tym największy tabloid Blikk. Nowi właściciele, Miklós Vaszily i Gábor Ziegler, zapowiadają „dalszy rozwój i doskonałość dziennikarską”, lecz opozycja na Węgrzech mówi otwarcie o „kolejnym etapie przejmowania mediów przez władzę”.
Ringier tłumaczy decyzję względami strategicznymi i słabymi wynikami cyfrowymi, jednak w Budapeszcie niewielu wierzy w czysto biznesowe motywy. Dla wielu to raczej symboliczna kapitulacja przed politycznym systemem Orbána, który od lat systematycznie podporządkowuje sobie media.
Dla samego premiera to duży sukces – pół roku przed wyborami 2026 kontrola nad ostatnim dużym niezależnym tabloidem oznacza niemal pełne panowanie nad przekazem medialnym.
Tymczasem w Warszawie z niepokojem obserwuje się rozwój wydarzeń. Ringier Axel Springer Polska, będący wspólnym przedsięwzięciem szwajcarskiego Ringiera i niemieckiego Axel Springera, zapewnia, że jego działalność w Polsce jest stabilna. Koncern pozostaje właścicielem takich marek jak Onet, Fakt, Newsweek Polska czy Business Insider Polska.
Na razie nic nie wskazuje na podobny ruch w Polsce. Ale eksperci przypominają, że rynki medialne Europy Środkowej są coraz bardziej powiązane, a presja polityczna – coraz silniejsza. Jeśli trend wycofywania się zachodnich wydawców z regionu się utrzyma, może to wpłynąć także na równowagę medialną w Polsce.
Decyzja Ringiera z Budapesztu to więc coś więcej niż tylko zmiana właściciela – to test dla niezależności mediów w regionie, w którym wolność prasy coraz częściej musi walczyć o przetrwanie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze