W Bobie Dylanie najbardziej podoba mi się jego nieuchwytna natura. Choć jest sławny od dekad, dla mnie wciąż stanowi tajemnicę – przyznaje Timothée Chalamet, który zagrał artystę w nowym filmie Jamesa Mangolda. "Kompletnie nieznany" właśnie trafił do polskich kin.
Nowy Jork, 1961 r. Niespełna 20-letni Bob (w tej roli Timothée Chalamet) przyjeżdża do miasta z Minnesoty. Dowiaduje się, w którym szpitalu przebywa jego idol, legenda folku Woody Guthrie (Scoot McNairy). Postanawia odwiedzić Guthriego i zaśpiewać piosenkę napisaną specjalnie dla niego. Na miejscu zastaje Pete’a Seegera (Edward Norton). Wiedząc, że chłopak nie ma się gdzie podziać, piosenkarz zaprasza go do swojego domu. Przebywając pod jednym dachem, Pete obserwuje wielki, wschodzący talent. Postanawia, że pomoże Bobowi się przebić. Ten z kolei stopniowo nawiązuje kolejne znajomości. Pewnego dnia spotyka Sylvie Russo (Elle Fanning), w której się zakochuje. Studentka z dobrze sytuowanej rodziny jest jakby spoza jego świata, ale bardzo imponuje mu odważną, aktywistyczną postawą. Sylvie natomiast podziwia muzykę Boba. Para przeżywa wzloty i upadki, ale nawet po rozstaniu to Russo (inspirowana Suze Rotolo) jest osobą, do której Dylan przychodzi w środku nocy z prośbą o pomoc. To także ona pojawia się w 1965 r. na festiwalu w Newport, który był momentem zwrotnym w życiu Dylana.