Brytyjski projekt legalizacji wspomaganego umierania znalazł się w głębokim kryzysie. Choć ustawa przeszła wcześniej przez Izbę Gmin, w Izbie Lordów utknęła pod ciężarem setek poprawek i coraz ostrzejszego sporu o zabezpieczenia dla osób najbardziej narażonych na presję. Dziś coraz więcej wskazuje na to, że projekt może nie zdążyć zakończyć ścieżki legislacyjnej w obecnej sesji parlamentu.
Chodzi o prywatny projekt ustawy pod nazwą Terminally Ill Adults (End of Life) Bill, który ma dopuścić możliwość uzyskania pomocy w zakończeniu życia przez pełnoletnich, terminalnie chorych pacjentów, pod warunkiem spełnienia określonych kryteriów i przejścia przez system zabezpieczeń. Ustawa została wcześniej przyjęta w Izbie Gmin stosunkiem głosów 314 do 291, co otworzyło jej drogę do dalszych prac parlamentarnych.
Sam projekt od początku budził ogromne emocje. Zwolennicy przekonywali, że chodzi o prawo do godnego odejścia w sytuacji nieuleczalnej choroby i nieodwracalnego cierpienia. Przeciwnicy odpowiadali, że nawet rozbudowane procedury nie wyeliminują ryzyka nacisku na osoby starsze, schorowane, niepełnosprawne lub zależne od innych. Reuters odnotował, że właśnie kwestia ochrony osób szczególnie wrażliwych stała się główną osią sporu w izbie wyższej.
Największe problemy zaczęły się po przejściu projektu do Izby Lordów. Tam przeciwnicy ustawy zasypali ją poprawkami i przedłużającymi się debatami. Reuters pisał o ponad 700 poprawkach, ale inne źródła wskazują, że łączna liczba zgłoszonych zmian przekroczyła nawet 1200. To pokazuje skalę parlamentarnego oporu oraz to, jak bardzo spór wyszedł poza zwykłą różnicę zdań o szczegółach ustawy.
W praktyce oznacza to, że projekt nie tyle formalnie upadł, ile ugrzązł w procedurze. Oficjalna strona brytyjskiego parlamentu nadal pokazuje, że ustawa pozostaje w toku, ale eksperci i media coraz częściej oceniają, że może po prostu zabraknąć czasu na zakończenie prac w tej sesji. Taki scenariusz opisywał zarówno Reuters, jak i komentatorzy prawa parlamentarnego.
Według analiz publikowanych w ostatnich dniach kluczową datą dla dalszych losów projektu ma być 24 kwietnia, wskazywana jako ostatni zaplanowany dzień debat przed końcem obecnej sesji. Jeżeli ustawa nie przejdzie wszystkich etapów na czas, jej zwolennicy mogą stanąć przed koniecznością ponownego uruchamiania całego procesu albo szukania wyjątkowej ścieżki politycznej, co w brytyjskim systemie zdarza się rzadko i wymagałoby zdecydowanej interwencji rządu.
To właśnie dlatego w brytyjskiej debacie coraz częściej mówi się dziś nie o przełomie, lecz o politycznym wyhamowaniu. Sky News odnotował, że zwolennicy projektu próbują mobilizować setki posłów, by zwiększyć presję na dalsze procedowanie, ale droga do uchwalenia ustawy stała się wyraźnie trudniejsza niż jeszcze kilka miesięcy temu.
Wokół projektu od dawna ścierają się nie tylko politycy, ale też lekarze, organizacje społeczne, środowiska religijne i prawnicy. W doniesieniach przywoływanych przez polskie media pojawiał się również głos Kościoła katolickiego w Anglii i Walii, który apelował o obronę „kultury życia” i sprzeciw wobec ustawy. Z drugiej strony organizacje popierające wspomagane umieranie podkreślają, że społeczne poparcie dla zmiany prawa w Wielkiej Brytanii pozostaje wysokie. Reuters szacował je na około 80 proc., jeśli ustawa obejmowałaby jedynie ściśle określone przypadki.
Właśnie ten rozdźwięk między wysokim poparciem społecznym a parlamentarnym impasem sprawia, że sprawa pozostaje jedną z najbardziej drażliwych debat światopoglądowych w brytyjskiej polityce. Dziś nie ma jeszcze formalnego końca projektu, ale coraz więcej wskazuje na to, że jego droga do uchwalenia może urwać się nie w spektakularnym głosowaniu, lecz w proceduralnym wyczerpaniu czasu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze