Reklama

Wojna dotarła do Moskwy. Rosja obudziła się w strachu

Poprzednia noc nad Moskwą upłynęła pod znakiem syren alarmowych, eksplozji i chaosu na lotniskach. Rosyjska stolica oraz okoliczny region znalazły się pod zmasowanym atakiem dronów, który według lokalnych władz był największym tego typu uderzeniem od początku wojny. W wyniku nalotów zginęły co najmniej trzy osoby, a kilkanaście zostało rannych.

Rosyjskie media i służby informowały o licznych eksplozjach oraz działaniach obrony przeciwlotniczej, która przez wiele godzin próbowała odeprzeć kolejne fale bezzałogowców. Ataki sparaliżowały również ruch lotniczy — wszystkie cztery główne lotniska obsługujące Moskwę musiały czasowo ograniczyć działalność, odwołując i opóźniając dziesiątki połączeń.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski odniósł się do wydarzeń w krótkim, ale wymownym komunikacie. „Mówimy Rosjanom jasno: ich państwo musi zakończyć swoją wojnę” — napisał w mediach społecznościowych.

Reklama

Noc pełna alarmów i chaosu

Według mera Moskwy Siergieja Sobianina nad stolicą i regionem moskiewskim pojawiło się około 80 dronów. Rosyjska obrona przeciwlotnicza miała zestrzelić większość z nich, jednak część maszyn przedarła się przez system zabezpieczeń. W kilku miejscach odnotowano pożary oraz uszkodzenia budynków i infrastruktury.

Najbardziej odczuwalne skutki ataku dotknęły pasażerów lotniczych. Na lotniskach Szeremietiewo, Domodiedowo, Wnukowo i Żukowski przez wiele godzin panował chaos. Setki podróżnych utknęły w terminalach, a tablice odlotów szybko zapełniły się informacjami o opóźnieniach i anulowanych rejsach. Dopiero nad ranem ruch lotniczy zaczął wracać do normy.

Reklama

Mieszkańcy Moskwy relacjonowali w sieci odgłosy eksplozji i nisko lecących dronów. Dla wielu Rosjan był to kolejny sygnał, że wojna, która przez długi czas wydawała się odległa od codziennego życia w stolicy, coraz wyraźniej daje o sobie znać również na terytorium Rosji.

Ataki rozszerzają się poza Moskwę

Naloty nie ograniczyły się wyłącznie do regionu moskiewskiego. Doniesienia o aktywności dronów napływały również z innych części Rosji, gdzie lokalne służby ratunkowe i wojsko zostały postawione w stan podwyższonej gotowości.

Rosyjskie władze nie ujawniają pełnej skali zniszczeń, jednak już teraz wiadomo, że ostatnia noc była jedną z najbardziej intensywnych pod względem liczby bezzałogowców wykorzystanych przeciwko Rosji od początku konfliktu. Eksperci zwracają uwagę, że podobne ataki mają nie tylko znaczenie militarne, ale również psychologiczne — pokazują mieszkańcom dużych rosyjskich miast, że wojna nie pozostaje już wyłącznie problemem frontu oddalonego o setki kilometrów.

Reklama

W ostatnich miesiącach Ukraina coraz częściej wykorzystuje drony dalekiego zasięgu do uderzeń w rosyjską infrastrukturę wojskową, składy paliw czy lotniska. Moskwa od dawna podkreśla, że większość takich ataków jest skutecznie neutralizowana, jednak kolejne incydenty pokazują, że system obrony nie jest szczelny.

Kruchy rozejm szybko przestał obowiązywać

Obecna eskalacja nastąpiła zaledwie kilka dni po krótkim zawieszeniu broni, które miało obowiązywać od 8 maja. Trzydniowa przerwa w walkach została ogłoszona przez prezydenta USA Donalda Trumpa i zbiegła się z rosyjskimi obchodami rocznicy zwycięstwa Związku Radzieckiego w II wojnie światowej.

Reklama

Rozejm pozwolił Kremlowi na organizację uroczystości z udziałem Władimira Putina bez ryzyka zakłóceń ze strony ukraińskich ataków. Jednak już 12 maja działania zbrojne zostały wznowione, a obie strony ponownie zaczęły przeprowadzać intensywne uderzenia.

Ostatni atak na Moskwę pokazuje, że konflikt wszedł w kolejny etap, w którym symbole bezpieczeństwa i stabilności — nawet w rosyjskiej stolicy — coraz częściej stają się celem wojennych operacji.

Reklama

https://www.facebook.com/reel/1548171326820848

Źródło: X, wp.wiadomosci, businessinsider.com.pl
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości