Zawód położnej przez lata uchodził za stabilny i potrzebny niezależnie od koniunktury. Dziś jednak rzeczywistość szybko się zmienia. W Polsce pracuje ponad 30 tysięcy położnych, a liczba urodzeń wyraźnie spada. To rodzi nie tylko pytania o przyszłość tego zawodu, ale też o sens obecnego modelu kształcenia i możliwości zdobywania praktyki.
W Polsce zawód położnej wykonuje obecnie 30,6 tys. osób. Jednocześnie w 2025 roku urodziło się około 238 tys. dzieci. Z prostego wyliczenia wynika, że na jedną pracującą położną przypada dziś średnio mniej niż osiem porodów rocznie. To wskaźnik, który jeszcze kilka lat temu trudno byłoby uznać za realny, a dziś staje się symbolem głębszego problemu, z którym mierzy się system.
Malejąca liczba urodzeń coraz mocniej odbija się na rynku pracy w zawodach związanych z opieką okołoporodową. Przez lata położnictwo było postrzegane jako fach dający względne bezpieczeństwo zatrudnienia. Teraz coraz częściej pojawia się obawa, że przy utrzymaniu obecnych trendów demograficznych część osób wykonujących ten zawód może mieć coraz większy problem z odnalezieniem stabilnego miejsca pracy.
Mimo spadku liczby porodów system nadal kształci nowe kadry. Położne na poziomie studiów licencjackich przygotowuje obecnie 37 szkół, a liczba studentów może sięgać nawet 5 tys. Takie szacunki przedstawia Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych.
To właśnie tutaj zaczyna się jeden z najważniejszych sporów o przyszłość zawodu. Problem nie dotyczy wyłącznie liczby studentów, ale również samej konstrukcji ścieżek edukacyjnych. Dziś pielęgniarki i położne kształcone są odrębnie, co później bardzo utrudnia przekwalifikowanie się z jednego zawodu do drugiego. A to w praktyce oznacza mniejszą elastyczność całego systemu ochrony zdrowia.
Jakub Kraszewski, dyrektor Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, zwraca uwagę, że model edukacyjny powinien się zmienić. W jego ocenie pierwszy etap kształcenia, na przykład licencjat, powinien być wspólny dla pielęgniarek i położnych. Taki kierunek mógłby uprościć późniejsze przekwalifikowanie, a jednocześnie lepiej odpowiadać na zmieniające się potrzeby rynku pracy.
Problemem nie jest jednak wyłącznie liczba absolwentów. Równie poważnym wyzwaniem staje się brak wystarczającej liczby porodów, które pozwalałyby zdobywać doświadczenie. W zawodzie położnej sama wiedza teoretyczna nie wystarcza. Potrzebna jest praktyka, obycie z sytuacjami klinicznymi i możliwość rozwijania kompetencji w realnych warunkach.
Jeśli na oddziale odbywa się jeden poród tygodniowo, trudno mówić o regularnym nabywaniu wprawy. To kłopot nie tylko dla osób już pracujących, ale również dla studentek, które muszą spełnić konkretne wymagania programowe. Anna Janik, wiceprezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, przypomina, że zgodnie z podstawą programową studentka musi przyjąć czterdzieści porodów, by móc przystąpić do egzaminu dyplomowego.
W praktyce realizacja tego obowiązku bywa coraz trudniejsza. Standard opieki okołoporodowej daje pacjentce prawo do decydowania, czy poza położną i osobą towarzyszącą ktoś jeszcze może być obecny przy porodzie. Jeśli kobieta nie wyrazi zgody na obecność studentki, ta nie może uczestniczyć w procedurze. To oznacza, że przy malejącej liczbie porodów i pełnym poszanowaniu praw pacjentek zdobycie wymaganej praktyki staje się coraz większym wyzwaniem.
Spadająca liczba urodzeń nie jest chwilowym wahaniem, ale częścią szerszego trendu demograficznego. To właśnie on najmocniej wpływa dziś na sytuację położnych. Gdy dzieci rodzi się mniej, automatycznie maleje zapotrzebowanie na część świadczeń związanych z porodem i opieką okołoporodową. Jeśli jednocześnie nie zmienia się system edukacji i planowania kadr, pojawia się napięcie, którego skutki odczuwają zarówno placówki, jak i osoby wchodzące do zawodu.
W efekcie zawód, który przez lata był traktowany jako pewna ścieżka zawodowa, dla części osób zaczyna oznaczać niepewność, a nawet ryzyko bezrobocia. To szczególnie wyraźnie widać tam, gdzie liczba porodów jest niewielka, a możliwości praktyki i zatrudnienia ograniczone.
Dzisiejsza sytuacja pokazuje, że problem nie sprowadza się do prostego zestawienia liczby położnych i liczby porodów. W tle jest znacznie większa kwestia: jak powinien wyglądać system kształcenia i planowania zawodów medycznych w kraju, który mierzy się z trwałym spadkiem urodzeń.
Dyskusja wokół położnych staje się więc częścią szerszej rozmowy o demografii, rynku pracy i organizacji ochrony zdrowia. Na razie jedno widać wyraźnie: obecny model coraz słabiej odpowiada na realia, w których porodów jest mniej, praktykę zdobywa się trudniej, a zawód przez lata uznawany za stabilny zaczyna wchodzić w okres niepewności.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze