Wyraźne napięcie pojawiło się na linii polsko-amerykańskiej po wypowiedziach marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego na temat prezydenta Stanów Zjednoczonych Donald Trump. Do sprawy odniósł się ambasador USA w Polsce Tom Rose, który nie szczędził ostrych słów.
„Ten człowiek jest zagrożeniem” – napisał w mediach społecznościowych, odnosząc się do działań i wypowiedzi marszałka Sejmu. W jego ocenie retoryka Czarzastego może szkodzić relacjom między Polską a Stanami Zjednoczonymi.
Bezpośrednim powodem reakcji ambasadora była wypowiedź Czarzastego udzielona zagranicznym mediom. Marszałek określił Donalda Trumpa mianem „lidera chaosu”, zarzucając mu m.in. irracjonalne działania i ingerencję w politykę europejską.
Słowa te wywołały natychmiastową reakcję strony amerykańskiej, która uznała je za uderzające w głowę państwa i relacje sojusznicze.
Ambasador USA poszedł o krok dalej, wskazując, że wypowiedzi marszałka mogą mieć na celu „osłabienie własnego kraju” oraz zaszkodzenie stosunkom międzynarodowym. W jego wpisie pojawiły się także odniesienia do politycznej przeszłości Czarzastego.
To kolejna odsłona sporu, który trwa od kilku miesięcy i stopniowo się zaostrza.
Nie jest to pierwsze napięcie między obiema stronami. Już wcześniej ambasador USA informował o zerwaniu kontaktów z marszałkiem Sejmu, zarzucając mu „oburzające i nieuzasadnione obelgi” pod adresem prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Spór ten wpisuje się w szerszą dyskusję o granicach politycznej krytyki oraz języku używanym w relacjach międzynarodowych.
Wypowiedź ambasadora spotkała się z reakcją części polskich polityków. Pojawiły się głosy, że tego typu komentarze nie mieszczą się w standardach dyplomatycznych, a relacje między państwami powinny opierać się na wzajemnym szacunku.
Jednocześnie inni podkreślają, że słowa polityków – szczególnie na najwyższym szczeblu – mają realny wpływ na relacje międzynarodowe i powinny być wyważone.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze