Reklama

Amerykański ambasador strofuje czeski rząd

Decyzja czeskiego rządu o planowanym ograniczeniu wydatków na obronność wywołała wyraźną reakcję ze strony Stanów Zjednoczonych. Ambasador USA w Pradze Nicholas Merrick otwarcie skrytykował kierunek zmian zapowiedzianych przez gabinet Andreja Babiša, przypominając, że bezpieczeństwo w ramach NATO opiera się na wzajemnych zobowiązaniach.

Ambasador USA w Pradze krytykuje czeski rząd. „Sojusznicy muszą dotrzymywać zobowiązań”

– Jeśli Czechy nie spełnią swoich zobowiązań, odczują to wszyscy w Sojuszu – powiedział dyplomata podczas konferencji „Nasze bezpieczeństwo nie jest oczywiste”. – I nie muszę przypominać, jak ważne jest, aby sojusznicy dotrzymywali swoich deklaracji.

Spór o pieniądze na obronę

Słowa Merricka padły w kontekście projektu budżetu na 2026 rok, który przewiduje zmniejszenie wydatków wojskowych do około 1,8 proc. PKB.

Jeszcze niedawno Czechy chwaliły się spełnieniem natowskiego celu. W 2024 roku po raz pierwszy przeznaczyły na obronność ponad 2 proc. PKB, a w 2025 roku poziom ten udało się utrzymać.

Reklama

Zmiana nastąpiła po wyborach parlamentarnych jesienią 2025 roku, gdy władzę objął rząd Andreja Babiša. Nowy projekt budżetu oznacza odejście od dotychczasowej dynamiki zwiększania wydatków na armię. Dokument wciąż znajduje się w trakcie prac parlamentarnych, jednak już teraz budzi poważne dyskusje zarówno w Czechach, jak i wśród partnerów z NATO.

Zdaniem amerykańskiego ambasadora taka decyzja może mieć szersze konsekwencje.

Merrick ostrzegł, że w relacji do PKB Czechy mogłyby znaleźć się wśród państw przeznaczających najmniejszą część budżetu na obronność w Europie.

Reklama

„To nie jest czyjaś zachcianka”

Dyplomata przypomniał również, że decyzje dotyczące zwiększania wydatków wojskowych nie są jednostronnym oczekiwaniem Waszyngtonu.

Na ostatnich szczytach NATO państwa członkowskie uzgodniły, że do 2035 roku wydatki na obronność powinny wzrosnąć do 3,5 proc. PKB, a dodatkowe 1,5 proc. PKB ma być przeznaczane na inwestycje związane szerzej z bezpieczeństwem.

– To nie jest czyjaś zachcianka ani decyzja jednego rządu, którą można po prostu odwołać – podkreślił Merrick. – To porozumienie między suwerennymi sojusznikami, którzy polegają na sobie nawzajem.

Reklama

Pavel: silna armia nie oznacza przygotowań do wojny

W dyskusji o bezpieczeństwie głos zabrał także prezydent Czech Petr Pavel, który starał się nadać rozmowie szerszy kontekst.

Zdaniem głowy państwa wzmacnianie zdolności obronnych nie powinno być interpretowane jako przygotowanie do konfliktu, lecz jako element odpowiedzialnej polityki na przyszłość.

Pavel przypomniał również, że Stany Zjednoczone od lat apelują do Europy o większe zaangażowanie w budowanie własnego bezpieczeństwa.

– Przez długi czas ulegaliśmy pokusie odkładania trudnych decyzji – przyznał. – Tak myślała znaczna część Europy. Wyjątkiem były między innymi Polska czy państwa bałtyckie, które znacznie bardziej realistycznie oceniały sytuację bezpieczeństwa.

Reklama

Babiš: priorytetem jest codzienne życie Czechów

Premier Andrej Babiš broni jednak planowanej korekty wydatków. Według szefa rządu poziom środków przeznaczonych na wojsko i tak znajduje się na granicy możliwości finansowych państwa.

Babiš krytykuje także poprzedni gabinet, którego politycy znajdują się dziś w opozycji.

– Oni zajmowali się wyłącznie wojną i Ukrainą – mówi premier. – My zajmujemy się przede wszystkim codziennym życiem Czechów.

Spór o budżet obronny staje się więc nie tylko debatą o bezpieczeństwie, lecz także elementem wewnętrznej walki politycznej. A jej wynik może mieć znaczenie nie tylko dla samej Pragi, ale również dla całego NATO.

Źródło: wydarzenia.interia.pl
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama