Mechanizm relokacyjny przyjęty w poniedziałek przez Radę UE przedstawiany jest jako europejska solidarność, ale w praktyce staje się narzędziem nacisku na państwa, które nie miały żadnego wpływu na kryzys migracyjny. Polska – jak zauważa Krzysztof Bosak – może jedynie „ubiegać się” o zwolnienie, podczas gdy decyzje zapadają ponad głowami rządów narodowych. Nowy pakt migracyjny odsłania Europę, w której solidarność zamienia się w obowiązek, a suwerenność w kwestię uznaniową.
"Decyzja wyjęta z rąk polskiego rządu" – Bosak o pakcie migracyjnym
Jak napisał w mediach społecznościowych Krzysztof Bosak "Beneficjentami relokacji mają być Włochy, Hiszpania, Grecja i Cypr. Pozostałe państwa będą zobowiązane do przyjęcia dziesiątek tysięcy imigrantów rocznie lub płacenia setek milionów euro".
"Polska jest wymieniona w gronie państw, które mają możliwość ubiegania się ("possibility to request") o zwolnienie z części lub całości zobowiązań. A Unia będzie mogła na pokorną prośbę polskiego rządu łaskawie się zgodzić – lub nie. Decyzja została wyjęta z rąk polskiego rządu i przekazana do Unii, a przecież ta sprawa nie należy nawet do traktatowych kompetencji UE! Kompletna porażka rządu Donalda «mnie nikt nie ogra w UE» Tuska" - wskazał.
Pakt migracyjny w tej wersji nie jest wyrazem wzajemnego wsparcia, lecz metodą redystrybucji problemów, które mają zostać przesunięte z południa Europy na całą Unię. W ujęciu Bosaka – i trzeba przyznać, że trudno się z tym nie zgodzić – jest to „solidarność wymuszana”, bo państwa, które nie chcą relokować migrantów, mają płacić za odmowę.
Polska, według dokumentów, może jedynie „ubiegać się” o zwolnienie. To nie jest prawo – to prośba, którą Bruksela może przyjąć lub odrzucić. Tym samym realizuje się najważniejszy element krytyki Bosaka: Unia staje się arbitrem, państwa – petentami.
Obecny rząd może świętować chwilowy sukces, ale logika systemu jest jednoznaczna: relokacja ma być trwałym, powtarzalnym mechanizmem, a nie jednorazowym rozwiązaniem. Status krajów może zmieniać się co roku, zależnie od decyzji Komisji, a nie od realnych potrzeb bezpieczeństwa danego państwa.
To właśnie przed tym przestrzega Bosak, pisząc, że „decyzja została wyjęta z rąk polskiego rządu”. I nawet jeśli ktoś nie podziela jego politycznych poglądów, trudno zaprzeczyć, że ten mechanizm faktycznie przenosi część polityki migracyjnej na poziom ponadnarodowy – bez jednoznacznej podstawy traktatowej.
Najbardziej niepokojące w pakcie migracyjnym jest to, czego w nim brakuje: działań u źródła. Zamiast uszczelnić granice, ograniczyć nielegalne przekroczenia i zmusić państwa południa do rzetelnej kontroli, UE proponuje system, który ma „rozładować presję” przez przerzucenie jej w inne miejsce.
To nie usuwa kryzysu migracyjnego – to usuwa go z pola widzenia tych, którzy protestują najgłośniej.
W tak skonstruowanej Unii solidarność staje się obowiązkiem, a sprzeciw – kosztem. I właśnie to, w swojej ostrej wypowiedzi, Bosak nazwał po imieniu. Warto ten cytat czytać nie jako emocjonalny wybuch, lecz jako ostrzeżenie przed modelem integracji, który zaczyna wypierać suwerenność, zamiast ją wzmacniać.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze