Reklama

Czarzasty antypatriotyczy

Skoro marszałek Czarzasty jeszcze niedawno przekonywał, że brak podpisu pod unijnym SAFE byłby działaniem niewłaściwym, to jak ocenić jego decyzję o odsunięciu procedowania prezydenckiego SAFE? Trudno nie uznać tego za postawę sprzeczną z interesem państwa. To moment, w którym warto poważnie zastanowić się nad zmianami w prawie — tak, by jedna osoba nie mogła arbitralnie decydować, jakie projekty będą rozpatrywane przez parlament. Bo w przeciwnym razie wystarczy nieodpowiedni wybór polityczny, by tak skonstruowany mechanizm mógł zostać wykorzystany w sposób szkodliwy dla Polski.

Marszałek ponad procedurą?

Decyzja o nienadaniu numeru druku projektowi ustawy zgłoszonemu przez prezydenta Karol Nawrocki to ruch, który wywołał polityczne trzęsienie ziemi. Oficjalne uzasadnienie? Wątpliwości konstytucyjne oraz brak szczegółowych analiz finansowych. Marszałek powołał się m.in. na art. 221 Konstytucji, wskazując, że inicjatywa ustawodawcza w zakresie gwarancji finansowych należy wyłącznie do rządu.

To jednak tylko jedna strona medalu. Bo choć wątpliwości prawne można — i należy — analizować, to decyzja o faktycznym zatrzymaniu projektu jeszcze przed rozpoczęciem prac parlamentarnych rodzi pytanie o granice kompetencji marszałka. Czy jego rola powinna obejmować wstępną selekcję projektów według politycznego uznania?

Reklama

W praktyce oznacza to bowiem, że projekt nie trafia nawet do debaty. A to już nie jest kwestia interpretacji prawa, lecz realnego wpływu na proces legislacyjny.


Polski SAFE 0% kontra unijna wizja

Projekt Polskiego SAFE 0%, przygotowany przy udziale prezesa NBP Adam Glapiński, zakładał finansowanie strategicznych inwestycji wyłącznie w oparciu o krajowy kapitał. Bez zagranicznych pożyczek, bez uzależnienia od zewnętrznych instytucji — z naciskiem na suwerenność finansową państwa.

Z perspektywy jego autorów była to alternatywa wobec unijnych mechanizmów finansowania, które — choć atrakcyjne w krótkim terminie — mogą wiązać się z długofalowymi zobowiązaniami.

Reklama

Krytycy projektu wskazują jednak na brak precyzyjnych wyliczeń i realnych źródeł finansowania. Podnoszony jest argument, że opieranie konstrukcji funduszu na potencjalnych zyskach NBP to rozwiązanie obarczone dużą niepewnością.

Tyle że to właśnie parlamentarna debata powinna być miejscem rozstrzygania takich sporów — nie decyzja jednego urzędnika, nawet jeśli pełni on jedną z najważniejszych funkcji w państwie.


Gdzie kończy się prawo, a zaczyna polityka?

Cała sytuacja wykracza poza spór o jeden projekt ustawy. Dotyka bowiem fundamentalnej kwestii: kto w rzeczywistości decyduje o tym, jakie propozycje trafiają pod obrady Sejmu?

Reklama

Marszałek przekonuje, że „żaden projekt nie jest w zamrażarce”, wskazując na statystyki procedowanych ustaw. Jednak przypadek SAFE 0% pokazuje, że istnieje mechanizm pozwalający zatrzymać inicjatywę już na samym początku — bez udziału posłów, bez debaty, bez głosowania.

To rodzi poważne wątpliwości systemowe. Bo jeśli taka praktyka stanie się normą, przyszłość legislacji może zależeć nie od większości parlamentarnej, lecz od decyzji jednej osoby.

A to już nie jest spór polityczny. To pytanie o standardy państwa i równowagę władz.

Źródło: wpolityce.pl Zdj.: PAP
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama