Poważnym powodem do zaniepokojenia jest swoista infantylizacja sposobu kierowania państwem, zademonstrowana przez premiera i jego najbliższych współpracowników - wskazuje w najnowszym felietonie Tȟašúŋke Witkó.
Pamiętacie ten fragment „Krzyżaków” Henryka Sienkiewicza, kiedy to pod Grunwaldem, król Władysław Jagiełło – po wyprawieniu w bój wszystkich już chorągwi polskich i litewskich – postanowił osobiście włączyć się do walki, prawda? Pamiętacie zapewne również, że został powstrzymany i odwiedziony od tego pomysłu przez otaczających go znamienitych rycerzy. Pamiętacie lekcje historii ze szkoły podstawowej, gdy Wasz nauczyciel, opowiadając o dniu 15 lipca 1410 roku z godnością podkreślał, że władca Polski zajął miejsce na wzgórzu, skąd rozpościerał się szeroki widok, dzięki czemu mógł on mieć doskonały przegląd całej sytuacji bitewnej. Przy tej okazji, belfrowie dumnie dodawali, że było to rozwiązanie nowatorskie, przyniesione ze Wschodu, albowiem wśród europejskiego rycerstwa za normę uważano czynny, fizyczny udział dowódcy w starciu zbrojnym. Zresztą, wielki mistrz zakonu krzyżackiego, Ulrich von Jungingen, zgodnie z owym obyczajem znalazł się pośród bitewnego tumultu i, najprawdopodobniej, właśnie dzięki temu w nim też poległ, ponoć z ręki rycerza Mszczuja ze Skrzynna, herbu Łabędź. Moi Czytelnicy pewnie zachodzą w głowę, dlaczego nagle zająłem się tak odległymi czasami? Nie, historia nie jest absolutnie moją domeną, jednak próbuję Wam uzmysłowić, jak ważne jest miejsce dowódcy w ugrupowaniu, a także złożoność roli odgrywanej przez niego. Nadmienię, że strategia, sztuka operacyjna i taktyka wciąż poszukują optymalnej odpowiedzi na pytanie: „Gdzie powinien znajdować się kierujący walką?”. Próbuje się wyznaczyć miejsce, w którym przełożony będzie tak blisko walczących, by stale posiadać precyzyjny ogląd sytuacji, a jednocześnie na tyle daleko, aby mieć dobre rozeznanie i wiedzę o całym rejonie działań leżących w obszarze jego odpowiedzialności. Tutaj muszę zastrzec, że owe rozważania przyjmują za pewnik, iż celem kierującego operacją jest wyłącznie wykonanie zadania na najwyższym poziomie, a nie wywarcie pozytywnego wrażenia na widzach spektaklu.