Pani Agnieszka długo czekała na upragnione dwie kreski na teście ciążowym. Kiedy lekarz potwierdził, że zostanie matką, była ogromnie szczęśliwa. Niestety podczas jednej z wizyt dowiedziała się, że dziecko prawdopodobnie urodzi się chore.
Agnieszka i Krzysztof są wspaniałym małżeństwem z 40-letnim stażem. Oboje są już na emeryturach, ale wciąż mają wiele energii i pasji. Wychowali trójkę dzieci: dwóch synów i córkę. Mają też dwóch wnuków, którzy są ich szczęściem. Lubią spędzać wieczory w ogrodzie, gdzie wspominają swoje dzieciństwo, młodość, ślub i wspólne życie. Często wracają do tego, co przydarzyło im się ponad 30 lat temu.
Marzyli o dzieciach
Pobrali się z wielkiej miłości. Wiedzieli, że chcą mieć dzieci i do końca życia być razem.
— Bardzo chcieliśmy mieć z mężem potomstwo — mówi pani Agnieszka. — Przez pierwsze dwa lata nie udało mi się jednak zajść w ciążę. Lekarze mówili, że nic mi nie jest, że może to stres. W końcu jednak się nam udało. Cieszyliśmy się wszyscy, a mąż już od pierwszych dni zaczął się zastanawiać, czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka, i wymyślać imiona dla dziecka. Ja się modliłam, żeby było zdrowe. Bo co może być dla matki najważniejsze? Dbałam o siebie, uważałam. Mąż nie pozwalał mi prawie nic robić. Oszalał z radości! Tacy byliśmy szczęśliwi, że w naszym domu pojawi się mały człowiek.
Dziecko miało urodzić się chore
Niestety, jak to bywa w życiu, nie wszystko dzieje się tak, jak byśmy tego chcieli. Pani Agnieszka nie czuła się w ciąży zbyt dobrze. Po kolejnych badaniach jeden z lekarzy zaprosił ją do gabinetu na rozmowę. Kobieta do dziś wspomina ją ze łzami w oczach.
— Lekarz powiedział mi, że mam dużą torbiel, która jest umiejscowiona tak, że może powodować ucisk na dziecko — opowiada. — Byłam przerażona, a on kontynuował, że najprawdopodobniej dziecko urodzi się chore. Zasugerował, że może warto coś z tym zrobić. Łzy leciały mi ciurkiem po twarzy, szczypałam się, chcąc obudzić się z tego koszmaru. Wyszłam z gabinetu i nie wiem, jak dotarłam do autobusu, a potem do domu. Wiedziałam, że lekarzowi chodziło o aborcję.
W objęciach męża pani Agnieszka poczuła się bezpieczna. Opowiedziała mężowi, co powiedział lekarz i co zasugerował. Przez całą noc nie spali. Rozmawiali o swoich obawach i o tym, co powinni zrobić.
— Wiedziałam, że nie będę w stanie poddać się aborcji — kontynuuje swoją opowieść. — Zabić dziecko? Dziecko, którego tak pragnęliśmy i pokochaliśmy od pierwszego bicia jego serduszka? Nie mogłam tego zrobić. Wiedziałam, że urodzę. Powiedziałam o tym mężowi, który przytulił mnie i ze łzami w oczach powiedział, że cokolwiek się stanie, zawsze będzie przy mnie i przy naszym dziecku, i że jest dumny z tej decyzji.
Wspierali się i modlili
Każdy dzień małżonkowie spędzali na żarliwej modlitwie i wspieraniu się. Wierzyli, że cokolwiek się stanie, oni powitają dziecko i wychowają w miłości. I tak trwali do dnia porodu.
— Termin porodu miałam na 7 maja, ale bóle porodowe złapały mnie trzy dni wcześniej — wspomina pani Agnieszka. — Jadąc do szpitala, zabrałam przygotowaną torbę z ubraniami i modliłam się cały czas. Niewiele z porodu pamiętam. Nie miałam siły, ale gdy usłyszałam płacz dziecka, byłam najszczęśliwszą matką na świecie. Lekarz pokazał mi córkę. Zauważyłam, że jest bardzo opuchnięta, ale najważniejsze, że żyła. Pamiętam, że lekarz uśmiechnął się do mnie i powiedział, że wszystko jest w porządku. Byłam taka szczęśliwa. Łzy płynęły mi po twarzy, ale nie wstydziłam się ich. Tłumiony przez te kilka miesięcy strach i obawa o życie dziecka odeszły wraz z pierwszym krzykiem naszej córki.
Choć Ania urodziła się słaba, to jednak walczyła dzielnie o życie. Kiedy rodzice trzymali ją na rękach, byli przeszczęśliwi. Lekarz prowadzący oznajmił im, że dziecko jest zdrowe, a opuchlizna była spowodowana jedynie zatruciem ciążowym. Szczęśliwi wrócili do domu we trójkę.
— Liczyło się tylko to, że nasza córeczka jest zdrowa. Byliśmy najszczęśliwszą rodziną na świecie. Patrzyliśmy na naszą córkę i radość wypełniała nasze serca — przyznaje pani Agnieszka. — Dziękowałam Bogu, że dał mi dziecko, i to zdrowe dziecko. Co by było, gdybym się wtedy zdecydowała na aborcję? Zaufałam Bogu, nie lekarzowi, i co dzień patrzę z dumą na swoją córkę.
Rodzina daje siłę
Małżonkowie doczekali się jeszcze dwóch synów. Całą trójkę darzyli miłością i dbali o ich bezpieczeństwo. Dali im wspaniałe dzieciństwo, nauczyli rozróżniać dobro od zła. Oboje są już na emeryturach, ale jak mówią, nie nudzą się nigdy. Mają swoje pasje: chętnie podróżują, zajmują się ogrodem. Uwielbiają spędzać czas ze swoimi wnukami.
— Nasza córka ma bardzo dobre serce. Ma w sobie tyle empatii, że czasem myślę, że mogłaby obdarować nią cały świat. To kochane dziecko i nasza podpora na starość — mówią małżonkowie. — Kiedyś podjęliśmy z mężem dobrą decyzję, Bóg nam pobłogosławił, a córka odwdzięcza nam się każdym gestem, uśmiechem i dobrym słowem… Nasi synowie zawsze się śmieją, że Ania to nasze oczko w głowie, jednak wiedzą, że wszystkich kochamy tak samo. Nauczyliśmy nasze dzieci szacunku do ludzi i życia. I tego, że czasem trzeba podjąć najważniejszą decyzję, kierując się sercem. Dzieci dają nam siłę, są motywacją. Bóg dał nam piękną rodzinę i dziękuję za to każdego dnia.
Joanna Karzyńska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze