Jeszcze chwilę wcześniej broniła pracy dyplomowej. Kilka godzin później siedziała już na lotnisku z biletem do Stanów Zjednoczonych. Dominika Szczepkowska spontanicznie wyjechała do USA w ramach programu Work and Travel. To, co miało być kilkumiesięczną przygodą, stało się doświadczeniem, które zmieniło jej życie. Zwiedziła 20 stanów, mieszkała w różnych częściach Ameryki, zdobyła nowe kwalifikacje i nauczyła się wierzyć we własne możliwości.
Pomysł pojawił się niespodziewanie. Dominika studiowała wówczas w Olsztynie. Razem z koleżanką zobaczyły na uczelni ogłoszenie o programie Work and Travel.
— To była bardzo spontaniczna decyzja. Spojrzałyśmy na to ogłoszenie i stwierdziłyśmy: jedziemy. Wtedy kompletnie nie wiedziałyśmy jeszcze, z jakimi kosztami i formalnościami taki wyjazd się wiąże — wspomina. Rodzicom powiedziały dopiero wtedy, gdy decyzja właściwie już zapadła. — Mama bardzo się ucieszyła. Kiedy zaczynałam się stresować, to ona popychała mnie do przodu i mówiła, żebym się nie wycofywała.
Przygotowania trwały zaledwie dwa miesiące.
— Obroniłam się w piątek o godzinie 12, a w nocy byłam już na lotnisku. Jeszcze chwilę wcześniej planowałam wyjazd do pracy do Niemiec — wspomina Dominika. Celem był Zion National Park w stanie Utah. Podróż nie przebiegła jednak zgodnie z planem.
— Nasz lot trwał trzy dni przez strajki na lotniskach. Dwie noce spędziłyśmy na podłodze w Niemczech. Najpierw było dziewięć godzin opóźnienia, potem odwołany lot, a później zaczął strajkować personel lotniska.
Mimo przeciwności nie zrezygnowała.
— Pomyślałam, że skoro zaszłam już tak daleko, to nie mogę się poddać. Chciałam zobaczyć, co czeka na mnie po drugiej stronie oceanu — zaznacza.
Po przylocie okazało się, że bagaże zostały we Frankfurcie. — Przez pierwsze dwa tygodnie byłyśmy bez walizek. Przyleciałyśmy do nowego kraju właściwie tylko w tym, co miałyśmy na sobie — wspomina Dominika. Zakwaterowanie było zapewnione wcześniej przez organizatorów programu. Dominika wraz z koleżanką i dziewczyną z Jordanii zamieszkały w kamperze.
Program polegał na sezonowej pracy przez trzy miesiące. Dominika pracowała w kawiarni na terenie parku narodowego.
— Pracowaliśmy od 7 do 17. Byli tam studenci z Tajlandii, Turcji, Ekwadoru, Tajwanu i Amerykanie, którzy przyjeżdżali na sezonową pracę. To była ogromna mieszanka kultur.
To właśnie ludzie stali się jednym z najcenniejszych elementów całego wyjazdu.
— Nagle znalazłam się w miejscu, gdzie codziennie spotykałam osoby z różnych stron świata. Poznawaliśmy swoje kultury, zwyczaje i historie. To było niesamowite doświadczenie.
Dużym wyzwaniem okazał się również język.
— Uczyłam się angielskiego tyle lat, a kiedy tam wylądowałam, zrozumiałam, że prawdziwy język wygląda zupełnie inaczej niż ten z podręczników. Musiałam przełamać barierę i zacząć po prostu mówić.
Z czasem przyszła swoboda.
— Języka człowiek uczy się tam naturalnie. Wystarczy dać sobie szansę i nie bać się popełniać błędów.
Codzienne życie w USA wymagało samodzielności.
— Musiałyśmy same załatwiać konto w banku, ubezpieczenie czy social security number. Dziś wiem, że właśnie takie doświadczenia najbardziej uczą dorosłości.
Choć nie wszyscy uczestnicy programu wytrzymywali rozłąkę z domem, Dominika od początku wiedziała, że chce wykorzystać tę szansę do maksimum.
— Wyjazd na inny kontynent zawsze był moim marzeniem. Chciałam sprawdzić, jak wygląda świat poza miejscami, które znałam.
Po zakończeniu programu wróciła do Polski tylko na krótko. Wkrótce ponownie wyjechała do Stanów Zjednoczonych, tym razem już samodzielnie.
Mieszkała między innymi w San Diego w Kalifornii, Aspen w Kolorado oraz na obrzeżach Nowego Jorku.
— Zwiedziłam 20 stanów. Podróżowałam również sama, co wcześniej wydawało mi się niemożliwe.
Każde kolejne doświadczenie budowało jej pewność siebie.
— Kiedy wyjeżdżałam z Polski, zastanawiałam się, czy sobie poradzę. Po kilku latach wiedziałam już, że potrafię odnaleźć się praktycznie wszędzie.
Pobyt za oceanem przyniósł także konkretne osiągnięcia.
— W Stanach skończyłam dwie podyplomówki, zdałam prawo jazdy i nauczyłam się załatwiać wszystkie sprawy samodzielnie. To dało mi ogromną pewność siebie.
Choć Nowy Jork zachwycał możliwościami, właśnie tam zaczęła bardziej doceniać Polskę.
— Chodziłam do polskich restauracji i sklepów. Wysyłałam znajomym zdjęcia polskich słodyczy. Wtedy zrozumiałam, jak ważny jest dla mnie dom i bliscy.
Decyzję o powrocie podjęła intuicyjnie.
— Zbliżał się termin przedłużenia wizy i nagle poczułam, że to dobry moment, by wrócić. Miałam poczucie, że spełniłam swoje największe marzenie.
Dziś patrzy na ten okres z ogromnym sentymentem.
— Nauczyłam się o sobie bardzo dużo. Przestałam zastanawiać się, czy dam radę. Zrozumiałam, że często jedyną rzeczą, która nas ogranicza, jest strach.
Podkreśla, że wyjazd za granicę nie musi oznaczać emigracji, ale może być bezcenną lekcją życia.
— Zdecydowanie polecam młodym osobom wyjazd za granicę, niekoniecznie do Stanów. Taki wyjazd uczy samodzielności, otwartości i odwagi. Pozwala spojrzeć na świat z zupełnie innej perspektywy.
I dodaje:
— Dziś wiem jedno: żadnej z tych decyzji nie żałuję. To była jedna z najlepszych przygód i najlepszych lekcji w moim życiu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze