Cooltura Sekcja Tańca ma na koncie mistrzostwo świata, a także podium najważniejszych wydarzeń w świecie hip-hopu, jakim jest Rytm Ulicy i Wirująca Strefa. Tę absolutnie wyjątkową formację, działającą przy Miejskim Domu Kultury w Olsztynku, założyła Patrycja Szustkiewicz.
Tyle wrażeń, emocji i przede wszystkim dawka dobrego tańca. I te ekipy! Maluch Squad, Coolkids, Bang Bang Crew, Neon, Freaky Squad, Squad + VAT. To nie nazwy grup tanecznych z końca Polski, a z Olsztynka. A stoi za nimi Patrycja Szustkiewicz, która zamieniła Trójmiasto na Olsztynek i w tym mieście przejęła grupy taneczne. Nie był to jednak jej plan, a zmianę podsunęło samo życie. Okazało się, że trener, który prowadził grupę taneczną, odchodził, bo wyprowadzał się do innego miasta. Był więc wakat.
— No i tak się wydarzyło, że przejęłam tę grupę. A potem już lawina ruszyła — wspomina.
Do Olsztynka przeprowadziła się z Trójmiasta, z Gdańska – miasta, w którym hiphopowe środowisko od lat jest bardzo mocne. Decyzja o przeprowadzce nie była jednak związana z tańcem, a z życiem prywatnym.
— Przeprowadziliśmy się z mężem z tego względu, że chcieliśmy żyć w miejscu, gdzie codzienność płynie spokojniej. Mieliśmy dość wielkomiejskiego zgiełku i chaosu. Olsztynek jest dobrym miejscem dla rodziny — podkreśla.
Taniec towarzyszył jej od najmłodszych lat. Zaczęła w wieku sześciu lat. Później z racji studiów miała mniej czasu, ale cały czas tańczyła w różnych grupach. Po drodze zdobyła także uprawnienia trenerskie. Pracowała w Trójmieście, głównie w obszarze tańca współczesnego. Na tym jednak jej droga się nie kończyła. Były także podróże i praca za granicą.
— Rozwijałam się jako instruktor w różnych miejscach. Były projekty, więc często wyjeżdżałam. Były zlecenia, więc sporo latałam, bo to była praca w różnych krajach Europy — opowiada.
Pracowała między innymi w Anglii, Niemczech, Portugalii, Włoszech, Hiszpanii i Irlandii. Był też dwutygodniowy kontrakt w Turcji, Czechy i wiele innych miejsc w Europie. Pasja z czasem stała się pracą, choć jak sama podkreśla, to droga wymagająca ogromnego zaangażowania.
— Tak, ale też bardzo wymagającego. Trzeba poświęcić temu właściwie całe życie. Jak byłam młodą dziewczyną, było łatwiej. Później zaczyna to mocno wpływać na codzienność. A ja jestem raczej człowiekiem, który potrzebuje spokoju — mówi.
Dziś zawodowo działa w zupełnie innym obszarze.
— Pracuję głównie z dziećmi ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi i w obszarze wychowania. Nie mogłam jednak całkowicie porzucić tańca — stwierdza.
Choć przez lata rozwijała się również w tańcu współczesnym, hip-hop był jej pierwszym językiem ruchu. To od niego wszystko się zaczęło.
— Nie był mi obcy, bo zaczynałam właśnie od hip-hopu jako mały dzieciak. To był mój główny nurt — przyznaje.
Taniec współczesny przyszedł później i stał się czymś bardzo osobistym.
—To była bardziej pasja, coś, co zawsze mi grało w sercu. Tym zajęłam się już jako dorosły człowiek i wtedy ten taniec współczesny bardzo mocno do mnie przemówił. W Olsztynku postawiłam na hip-hop i to był strzał w dziesiątkę — ocenia.
Wszystko zaczęło się samo napędzać. Pojawiali się kolejni ludzie, kolejne grupy i kolejne składy. W Coolturze Sekcji Tańca tańczą osoby w bardzo różnym wieku: od najmłodszych dzieci po dorosłych. Ale widać też coś jeszcze: energię, radość i autentyczną frajdę z ruchu. To nie jest przypadek.
— Każdy mógłby zacząć w każdym wieku. Ja tutaj nie stawiałabym żadnej bariery ani szczególnych ograniczeń — zapewnia. — To naprawdę nie ma większego znaczenia. Wszystko zależy od tego, jak poprowadzi się zajęcia i jak dostosuje się poziom do grupy i uczestników.
Hip-hop w jej opowieści szybko przestaje być tylko stylem tańca. Staje się kulturą, która wpływa na codzienność i sposób patrzenia na świat. Za tańcem idzie cały świat: muzyka, wydarzenia, styl, estetyka, ludzie.
— To bardzo scala ludzi. To jest też styl ubioru, który trochę się wkrada. Nie mówię, że wszyscy nagle całkowicie zmieniają garderobę, ale zaczynają zwracać uwagę na inne rzeczy — zauważa.
Z czasem pojawiają się kolejne zainteresowania. Często jest to graffiti. Rozszerza się horyzont patrzenia na świat właśnie przez kulturę hiphopową. Ogromną rolę odgrywa muzyka. To ona napędza ruch, energię i atmosferę treningów. Patrycja mówi o hip-hopie jak o mechanizmie, w którym wszystko się napędza.
— Ja już przekroczyłam czterdziesty rok życia, więc spokojnie mogę powiedzieć, że pamiętam czas, kiedy hip-hop i ten styl tańca w ogóle pojawiały się u nas. Uczyliśmy się, podpatrując teledyski, występy, układy. Tam było bardzo dużo tańca. Inspiracje przychodziły z ekranu — wspomina.
Dziś patrzy na to inaczej. Nie szuka jednego wzoru.
— Jest wielu wybitnych tancerzy. Naprawdę trudno byłoby wybrać jeden wzór. W tańcu najważniejsza jest autentyczność. Każdy robi coś innego. Każdy ma swój unikalny styl — uważa.
Dla niej samej taniec nie jest dodatkiem do życia. Jest czymś naturalnym, obecnym od zawsze.
— Przychodzi do mnie człowiek i mówi: „Patrycja, dzięki tobie mam dziś lepszy dzień” albo „Dzięki temu treningowi zapomniałam o wszystkim”. To największa nagroda — podkreśla.
Z czasem wokół Patrycji zaczęło tworzyć się coś więcej niż tylko sekcja taneczna. Powstała społeczność osób, które połączył taniec. Zaczęli budować coś wspólnie, niezależnie od wieku, doświadczenia czy wcześniejszego kontaktu z tańcem. Szczególnie wyjątkowa okazała się grupa dorosłych.
— To bardzo ciekawe, bo zespół dorosłych zawiązał się początkowo z grupki rodziców, których dzieci tańczyły — wspomina. — Wszystko zaczęło się dość niepozornie. Rodzice jeździli z dziećmi na turnieje, obserwowali, podpatrywali i coraz bardziej wchodzili w ten świat. Nagle okazało się, że na jednym z turniejów pojawiła się kategoria 30+. Startowały może dwa, trzy zespoły.
— Wszyscy stwierdzili: może my też moglibyśmy spróbować? — opowiada. — Powiedziałam, że nie ma problemu.
Na początku nikt nie brał tego do końca serio. Pomysł traktowano raczej z przymrużeniem oka. Wszystko zmieniło się kilka miesięcy później, kiedy rodzice przygotowali krótki, zabawny układ dla dzieci na zakończenie sezonu. Okazało się, że wyszło lepiej, niż ktokolwiek się spodziewał. To wystarczyło, żeby pomysł zaczął nabierać realnych kształtów.
— Tak się to wszystkim spodobało, że stwierdziliśmy: dobra, spróbujmy — mówi.
Do grupy zgłosiły się bardzo różne osoby, również takie, które wcześniej nie miały z tańcem nic wspólnego. Mimo to efekty przyszły zaskakująco szybko.
— Zaczęliśmy tańczyć. Pojechaliśmy w sumie po czterech miesiącach na pierwszy turniej. I od razu sukces. Wygraliśmy. To była radość, ale dodała nam motywacji, by próbować dalej.
Potem przyszły kolejne puchary, kolejne turnieje i kolejne sukcesy. Dziś trudno je zliczyć, jest ich tak dużo. Równie ważne okazały się sukcesy na turniejach kultowych dla hiphopowego środowiska.
— Są też takie turnieje, które są kluczowe dla kultury hip-hopu. To przede wszystkim Rytm Ulicy. Niektórzy oglądali ten turniej w telewizji jako dzieci i zastanawiali się, jak to by było kiedyś tam być — mówi Patrycja Szustkiewicz. — Nam udało się coś więcej. Nie dość, że byliśmy, to jeszcze sięgnęliśmy po zwycięstwo.
Przez lata grupa przeszła razem naprawdę wiele. Nawet pandemia nie zatrzymała ich na dłużej.
— Podczas pandemii tańczyliśmy online. Przez cały ten czas łączyliśmy się przez platformę i po prostu robiliśmy treningi. Cel był prosty: przetrwać, by nasza działalność zachowała ciągłość — wspomina.
Dziś więzi między nimi wykraczają daleko poza treningową salę.
— My jesteśmy po prostu jak rodzina, naprawdę. Przez ten czas urodziło się wiele dzieci, były rozwody, były nowe związki. W niektórych przypadkach znamy się lepiej, niż niektóre rodziny potrafią się znać — dodaje ze śmiechem.
Przed Coolturą kolejne wyzwania, nowe składy, które wprowadzą nową energię.
— Oczywiście wszystko w porozumieniu ze wszystkimi. Nic nie wydarzy się bez wcześniejszych ustaleń. Nie chodzi o trofea czy podium. Jeździmy na turnieje po to, żeby być razem, bawić się i tańczyć — zapewnia.
Dziś Olsztynek to miejsce, które z Patrycją kojarzy się niemal automatycznie. Pytam więc, czy Olsztynek przyniósł jej szczęście.
— Wiesz co, raczej wszędzie bym się odnalazła. Każde miejsce jest szczególne pod jakimś kątem — mówi po chwili zastanowienia. — Tutaj czuję się dobrze.
Obecnie Patrycja nie działa już sama. Obok niej są instruktorki, które sama wychowała i które dziś uczą kolejne pokolenia. To Karolina Nowacka i Kinga Lewandowska. Obie prowadzą większość grup dziecięcych. A najmłodszych w Coolturze nie brakuje.
I wszystko wskazuje na to, że o tej ekipie jeszcze nieraz będzie głośno. Dziś taniec stał się sposobem na budowanie relacji i wspólnoty.
Patrycja podkreśla jednak, że tej historii nie byłoby bez wsparcia ludzi, którzy od początku wierzyli w ten projekt. Szczególnie ważną rolę odegrała Katarzyna Waluk, dyrektorka Miejskiego Domu Kultury w Olsztynku. Jak zaznacza Patrycja, bez jej otwartości, zaufania i wsparcia rozwój Cooltury nie wyglądałby tak, jak wygląda dziś. Planów mają dużo, a energii do podejmowania wyzwań im nie brakuje. O tej grupie z Olsztynka jeszcze usłyszymy.
Katarzyna Janków-Mazurkiewicz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze