Funkcjonujemy w grupach, społecznościach, relacjach. To dzięki empatii potrafimy współpracować, budować więzi, rozumieć się nawzajem. Właśnie dlatego osiągnęliśmy tak duży sukces ewolucyjny. O empatii rozmawiamy z Katarzyną Chwałą, coachem i trenerką biznesu.
— Okazuje się, że dziś empatia jest cechą szczególnie cenną. Jak bardzo jest potrzebna w świecie, w którym często dominują brutalność, agresja i presja, pokazały choćby wydarzenia ostatniego weekendu — kiedy Polacy zmobilizowali się, by wspólnie zbierać środki na rzecz dzieci chorych na nowotwory.
— Tak. Skala odzewu na zbiórkę Cancer Fighters pokazuje, jak bardzo jesteśmy zdolni do empatii, jakie to może mieć potężne owoce. Wskazuje też, jak bardzo nam wszystkim takie doświadczenia współdziałania, współpracy są potrzebne.
— Doświadczenie empatii ma przecież swoje ogromne zalety, ale ma też swoją trudną, wymagającą stronę. Dlaczego więc warto uczyć się takiej zdrowej, dojrzałej empatii?
— Empatia jest wspaniałą, ludzką cechą i, co bardzo ważne, absolutnie naturalną. Wszystko przez neurony lustrzane, które zostały odkryte zostały przez włoskich naukowców na przełomie lat 80. i 90. XX wieku. Neurony lustrzane pozwalają odczytywać i odtwarzać zachowania innych osobników, także "odczytywać" je na podstawie stanu, w jakim jest mózg innej osoby. Dzięki neuronom lustrzanym jesteśmy w stanie automatycznie rejestrować sposób, w jaki zachowuje się inna osoba, a następnie to zachowanie naśladować. Możemy zatem empatyzować, wczuwać się w zachowania innych osób. Empatia nie jest czymś, co musimy w sobie stworzyć od zera. Raczej uczymy się, jak z nią być, jak ją rozumieć i jak nią zarządzać. Wiemy już od kilkudziesięciu lat, że mamy zdolność współodczuwania, że „zarażamy się” emocjami, poprzez obecność innych ludzi, przez obrazy, przez słowa, przez historie.
— Skoro więc empatia jest naturalna, to znaczy, że jest nam do czegoś potrzebna. Do czego?
— To właśnie empatia, czyli zdolność wczuwania się w stany emocjonalne innych, była jednym z kluczowych czynników naszego rozwoju jako gatunku. W końcu jesteśmy istotami społecznymi. Funkcjonujemy w grupach, społecznościach, relacjach. To dzięki empatii potrafimy współpracować, budować więzi, rozumieć się nawzajem. Właśnie dlatego osiągnęliśmy tak duży sukces ewolucyjny.
— A jednocześnie empatia ma swoją drugą stronę. Czy nie jest tak, że łatwiej przychodzi nam współodczuwać z tymi, którzy są do nas podobni?
— Rzeczywiście – „nasi”, czyli osoby z tej samej kultury, miasta, środowiska, o podobnych poglądach, upodobaniach muzycznych, budzą w nas więcej czułości niż „obcy”. Popatrzmy na to, co dzieje się wtedy, gdy nie chcemy dzielić tej empatii z osobami, które nie są nasze, których nie chcemy, które są dla nas w jakikolwiek sposób obce? Tutaj pojawia się w ludziach zdolność do dehumanizacji, wykluczania, a nawet okrucieństwa. Jak to się dzieje, że jako zbiorowość potrafimy odciąć empatię wobec całych grup — bać się ich, nie akceptować, a czasem nawet nienawidzić? To te ciemne strony empatii.
— W tym kontekście coraz częściej mówi się o dojrzałej empatii. Czym ona właściwie jest?
— Każdy z nas ma naturalną zdolność do współodczuwania, choć w różnym stopniu. Są osoby, które mają szczególną wrażliwość — można powiedzieć, że to ich talent. Empatia dojrzała nie niszczy, nie osłabia i nie wyczerpuje. Dzięki temu może naprawdę służyć, zarówno innym ludziom, jak i nam samym. Jej siła polega na tym, że nie odbiera nam energii, ale pozwala mądrze wspierać, rozumieć i być obecnym. W takiej formie empatia nie działa kosztem osoby, która ją odczuwa — nie przeciąża jej emocjonalnie, lecz pozostaje w równowadze między troską o innych a troską o siebie.
— Czy osoby, które naturalnie wchodzą w rolę „ratowników” — wspierają, pomagają, reagują na potrzeby innych — są bardziej narażone na przeciążenie? Skąd bierze się ten automatyczny odruch, by regulować emocje innych ludzi, nawet jeśli są dorośli i mogliby poradzić sobie sami?
— Co dzieje się z osobą, która przez długi czas funkcjonuje głównie w odpowiedzi na potrzeby innych? W pewnym momencie pojawia się pytanie: „Czy to w ogóle jest moje życie? Gdzie w tym wszystkim jestem ja?”. Nadmierna empatia bywa sposobem radzenia sobie z własnymi doświadczeniami, na przykład wyniesionymi z domu, w którym trzeba było stale być uważnym na potrzeby innych.
Trudno się z tego wycofać, ponieważ otoczenie często takie postawy wzmacnia. Docenia je, chwali i uznaje za szczególnie wartościowe.
— Jakie są koszty takiego funkcjonowania? Czy to może prowadzić do przemęczenia, frustracji, a nawet poczucia utraty siebie?
— Jeśli wszystko dopuszczam do siebie, wszystko odczuwam i intensywnie przeżywam, staję się jak gąbka chłonąca cudze emocje. Dlatego tak ważne jest, by nauczyć się rozpoznawać tę granicę i świadomie obchodzić się ze swoją wrażliwością. Nie po to, by ją tłumić czy się jej pozbawiać, ale by nie zatracać się w tym, co przeżywają inni. Empatia, która nas wyczerpuje, może sprzyjać wypaleniu. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy nie stawiamy granic i jesteśmy w stałym nastawieniu na potrzeby drugiej osoby. W takiej sytuacji kluczowe staje się nauczenie się dbania o własny interes — nawet jeśli nasz naturalny odruch podpowiada coś zupełnie odwrotnego.
— By pomagać, trzeba samemu mieć siłę?
— Zdecydowanie tak. Często przywołuje się tu przykład maski tlenowej w samolocie. Gdy dochodzi do spadku ciśnienia, najpierw należy założyć maskę sobie, a dopiero potem dziecku. Ta kolejność nie jest przypadkowa. Jeśli w takiej sytuacji zawahasz się i najpierw spróbujesz pomóc dziecku, niedotlenienie bardzo szybko osłabi twój organizm i zaburzy orientację. W konsekwencji możesz nie być w stanie pomóc ani sobie, ani innym. Przy gwałtownym spadku ciśnienia masz zaledwie kilka sekund, zanim poziom tlenu stanie się niebezpiecznie niski. Dopiero gdy sam możesz swobodnie oddychać, jesteś w stanie skutecznie zadbać także o bezpieczeństwo innych. Podobnie jest z empatią.
— Bez zadbania o siebie nie jesteśmy w stanie skutecznie pomagać innym?
— Co się dzieje, gdy pomagamy, będąc już skrajnie zmęczeni, przeciążeni, sfrustrowani? Wtedy łatwiej tracimy cierpliwość, czułość, zdolność do współczucia. To właśnie może prowadzić do momentu, w którym, paradoksalnie, zaczynamy odcinać się od empatii. Istnieje coś takiego jak zmęczenie współczuciem.
— Czy naprawdę można zmęczyć się empatią?
— Jak wpływa na nas ciągły kontakt z informacjami o cierpieniu — w mediach, w internecie, w codziennych rozmowach? Czy nasz organizm jest w stanie to wszystko pomieścić? Kiedy jesteśmy nieustannie pobudzani do reakcji, ale jednocześnie nie mamy realnego wpływu na większość sytuacji, o których słyszymy, pojawia się bezsilność, która prowadzi do przeciążenia i wzrostu stresu? W pewnym momencie nie zaczynamy się bronić — wyciszając emocje, odcinając się, „zamrażając” empatię. To właśnie wtedy pojawia się znieczulica — nie jako brak wrażliwości, ale jako mechanizm ochronny. Dlaczego łatwiej jest nam współczuć jednej osobie niż całym grupom? Właśnie z tego powodu. Skupiając się na jednostce, łatwiej nam być empatycznym.
— Jak zatem znaleźć równowagę? Jak być uważnym na świat, ale nie tracić kontaktu ze sobą?
— Ważne jest świadome kierowanie empatią. Tak, by nie zatrzymać się tylko na emocjach, ale też przekuwać je w działanie, choćby w małej skali. Warto oglądać swoją empatię z różnych stron. Sprawdzać, co nam daje, a co nam odbiera? Co ważne, trzeba też być empatycznym w stosunku do siebie, bez poczucia winy, by mogła służyć i nam, i innym.
Katarzyna Janków-Mazurkiewicz
Katarzyna Chwała - certyfikowana coach kognitywna i systemowa, trenerka biznesu, socjolożka, a także Executive MBA. Była jedną z prowadzących warsztaty w trakcie Festiwalu Empatii w Działaniu w Olsztynie, którego współorganizatorem była Federacja FOSa, a ogólnopolskim inicjatorem - Jacek Jakubowski i Fundacja Grupy TROP.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze