- Woda płynęła przez kilkanaście godzin, a sprzątanie, porządkowanie tego, naprawianie, osuszanie to są miesiące - powiedział w radiu RMF24 franciszkanin ojciec Sławomir Klim z klasztoru w Kłodzku. Żywioł, który w nocy z soboty na niedzielę nawiedził to miasto sprawił, że w kościele pod wezwaniem Matki Bożej Różańcowej poziom wody sięgał prawie trzech metrów. Katastrofalne skutki powodzi może obrazować odczyt wodowskazu na Nysie Kłodzkiej, który wskazał w niedzielę 772 centymetrów, bijąc tym samym rekord z 1997 roku - 655 centymetrów.
Ojciec Sławomir Klim tak opisał obecną sytuację w mieście położonym w Kotlinie Kłodzkiej. - Sytuacja w Kłodzku jest taka, że woda w niedzielę wieczorem opadła i powiem szczerze, że łatwiej było patrzeć na tą wodę, niż na to, co zostało po tej wodzie. Dlatego, że teraz się odsłoniły zmielone bruki, powyrywane drzwi z kościoła, zablokowane drzwi. Bo napór wody był taki, że właściwie nie mamy jak wyjść z klasztoru w jedną stronę, dlatego, że nie da się po prostu poruszyć klamką. Zapchane wszystko mułem i na ulicach pełno mułu, błota, kamieni. No po prostu źle to wygląda. Woda płynęła przez kilkanaście godzin, a sprzątanie, porządkowanie tego, naprawianie, osuszanie to są miesiące.