Reklama

Kanclerz Niemiec nie zna historii czy poniża Polskę?

Wystąpienie kanclerza Niemiec podczas kongresu CDU w Stuttgarcie wywołało w Polsce falę krytyki i oskarżeń o relatywizowanie historii. Friedrich Merz, mówiąc o długości wojny w Ukrainie, porównał ją do II wojny światowej w sposób, który część komentatorów odebrała jako pominięcie roku 1939. W obronie szefa rządu stanął ambasador Niemiec w Warszawie, apelując: „Trzymajmy się faktów”.

Kontrowersyjne porównanie

Podczas partyjnego kongresu CDU w Stuttgarcie kanclerz Friedrich Merz stwierdził, że wojna w Ukrainie wkrótce potrwa cztery lata – „dłużej niż II wojna światowa”.

Sformułowanie to natychmiast wywołało pytania o historyczną precyzję. II wojna światowa rozpoczęła się 1 września 1939 roku niemiecką agresją na Polskę i zakończyła w 1945 roku. Wypowiedź Merza została więc odczytana przez część odbiorców jako skrót myślowy odnoszący się wyłącznie do okresu wojny III Rzeszy ze Związkiem Radzieckim, rozpoczętej w 1941 roku.

Reklama

Dla wielu polskich polityków i internautów taki sposób porównania był nie do przyjęcia.


Ambasador: „Trzymajmy się faktów”

Do sprawy odniósł się ambasador Niemiec w Polsce Miguel Berger. We wpisie w mediach społecznościowych podkreślił, że kanclerz mówił o Rosji jako o sąsiedzie Europy, a nie Niemiec, oraz że nie próbował „wymazać” żadnego fragmentu historii.

Jak zaznaczył dyplomata, chodziło o niefortunne porównanie długości wojny w Ukrainie z okresem wojny niemiecko-radzieckiej, a nie z całym globalnym konfliktem lat 1939–1945.

Wyjaśnienia nie uspokoiły jednak nastrojów.

Reklama

Ostre reakcje polityków

Były doradca prezydenta Andrzej Duda, Stanisław Żaryn, ocenił słowa kanclerza jako przekroczenie granicy i zarzucił mu powielanie niebezpiecznych uproszczeń historycznych.

Z kolei europoseł PiS Arkadiusz Mularczyk wezwał ministra spraw zagranicznych Radosław Sikorski do reakcji dyplomatycznej. Podkreślał, że II wojna światowa rozpoczęła się niemiecką agresją na Polskę, a pomijanie tej daty prowadzi do niebezpiecznych reinterpretacji historii.

W emocjonalnym komentarzu stwierdził, że w takiej narracji można by odnieść wrażenie, iż Niemcy w 1939 roku „nie byli stroną wojny”, a odpowiedzialność rozmywa się w bezosobowych określeniach.

Reklama

Historia jako pole politycznej wrażliwości

Spór pokazuje, jak silnie kwestie historyczne wpływają na relacje polsko-niemieckie. Dla Polski 1 września 1939 roku pozostaje symbolicznym początkiem największej tragedii XX wieku. Każda nieprecyzyjna wypowiedź dotycząca tamtych wydarzeń wywołuje natychmiastową reakcję opinii publicznej.

W kontekście trwającej od lutego 2022 roku wojny, którą rozpoczęła Rosja przeciwko Ukraina, historyczne analogie pojawiają się często. Jednak – jak pokazuje ta sytuacja – w Europie Środkowo-Wschodniej każde takie porównanie wymaga wyjątkowej ostrożności.

Reklama

Jedno zdanie wypowiedziane ze sceny partyjnego kongresu wystarczyło, by uruchomić debatę o pamięci, odpowiedzialności i granicach politycznego skrótu myślowego. W relacjach między Warszawą a Berlinem historia wciąż pozostaje tematem żywym – i niezwykle czułym.

Źródło: wydarzenia.interia.pl
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama