Reklama

Koniec przywilejów czy początek chaosu? Burza wokół lekarzy

W polskiej polityce porozumienia ponad partyjnymi liniami należą do rzadkości. Tym bardziej zaskakuje sytuacja, w której politycy z dwóch skrajnie różnych obozów – Jarosław Kaczyński i Adrian Zandberg – zaczynają mówić niemal jednym głosem o reformie ochrony zdrowia.

Punktem wspólnym jest pomysł radykalny: rozdzielenie publicznego i prywatnego systemu medycznego oraz wprowadzenie zasady wyboru – lekarz pracuje albo tu, albo tu. Bez łączenia etatów, bez funkcjonowania „na styku”.

To nie jest jedynie teoretyczna dyskusja. To zapowiedź kierunku, który może zdominować debatę zdrowotną w najbliższych latach. I – co istotne – trafić do programów wyborczych, a później do ustaw.

System na styku – źródło napięć i nierówności

Dyskusja rozgorzała jesienią 2025 roku, podczas konwencji programowej Prawa i Sprawiedliwości w Katowicach. To właśnie tam padły pierwsze wyraźne deklaracje o potrzebie „rozcięcia” dwóch światów: publicznego i prywatnego.

Reklama

Lekarz i polityk PiS, Stanisław Karczewski, nie owijał w bawełnę. W jego ocenie największe problemy rodzą się właśnie tam, gdzie oba systemy się przenikają. Padały ostre słowa o patologiach i nieuczciwych praktykach.

Podobnie argumentował Janusz Cieszyński. Wskazywał na sytuacje, które podkopują zaufanie do państwa: lekarz przyjmujący prywatnie kieruje pacjenta do publicznego szpitala, omijając kolejki. Dla jednych to „znajomości”, dla innych – po prostu szybsza ścieżka. Problem w tym, że wszyscy płacą składki, a tylko część korzysta z przywilejów.

Reklama

Do tego dochodzi zjawisko, które politycy określają jako „spijanie śmietanki” – prywatne podmioty przejmują najbardziej dochodowe obszary medycyny, pozostawiając publicznym szpitalom mniej rentowne, ale kosztowne świadczenia.

W tle pojawiają się również decyzje systemowe i finansowe, w tym wykorzystanie środków z Krajowego Planu Odbudowy, które – zdaniem krytyków – utrwaliły istniejący układ zamiast go uporządkować.

Jeden lekarz, jeden system – idea, która wraca

Kilka miesięcy później podobne postulaty zaczęły wybrzmiewać po drugiej stronie sceny politycznej. Adrian Zandberg mówił wprost: jeśli państwo płaci, powinno też wymagać pełnego zaangażowania.

Reklama

Nie chodzi tylko o organizację pracy, ale o filozofię systemu. Lekarz zatrudniony w publicznym szpitalu – według tej wizji – powinien być tam obecny realnie, a nie formalnie. Koniec z symbolicznymi etatami i równoległym rozwijaniem prywatnej praktyki.

Ten kierunek poparła również Marcelina Zawisza, która zwróciła uwagę na jeszcze jeden wątek: wynagrodzenia. Jej zdaniem system wymaga nie tylko uporządkowania zasad pracy, ale także rozmowy o granicach zarobków – tak, by były one wysokie, ale jednocześnie społecznie akceptowalne.

Reklama

W efekcie powraca koncepcja, którą można streścić w prostym haśle: „jeden lekarz – jeden etat”. Jasna, czytelna, ale też budząca ogromne emocje.

Co dalej z ponadpartyjnym pomysłem?

Choć zgoda między politykami różnych opcji może wydawać się przełomowa, to dopiero początek trudnej drogi. Bo za prostym postulatem kryją się skomplikowane pytania.

Czy państwo jest w stanie zapewnić lekarzom takie warunki w publicznym systemie, by rezygnacja z prywatnej praktyki była realna? Jak zareaguje środowisko medyczne? I wreszcie – czy pacjenci rzeczywiście odczują poprawę, czy raczej zmierzą się z nowymi problemami?

Reklama

Temat nie zniknie. Przeciwnie – będzie wracał, bo dotyka fundamentów funkcjonowania systemu ochrony zdrowia i poczucia sprawiedliwości społecznej. A odpowiedzi na najważniejsze pytania dopiero się kształtują.

Źródło: termedia.pl
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości