Ambasada Islamskiej Republiki Iranu skierowała do TV Republika oficjalne pismo, w którym zarzuciła stacji brak profesjonalizmu. Powodem był wywiad z mieszkającą w Polsce Iranką, która opowiadała o działaniach władz w Teheranie.
Dyrektor programowy stacji, Michał Rachoń, ujawnił treść dokumentu na antenie.
"W imię Najwyższego, ambasada Islamskiej Republiki Iranu. Szanowny Panie, wywiad przeprowadzony przez waszą stację, będącą szanowanym medium z osobą, która w środku napaści wroga na swoją ojczyznę, rozpoczętą od masakry 168 dzieci i 14 nauczycieli w mieście Minab, wspiera agresora, budzi zdumienie i ubolewanie. Oczywiste jest, że tworzenie treści w taki sposób i poprzez odwołanie się do osób, które nie tylko nie mają żadnej więzi ze swoją ojczyzną, ale także nie posiadają minimalnej wiedzy ani zrozumienia kluczowych kwestii strategicznych i międzynarodowych jest nieprofesjonalne"
Reklama
Pod dokumentem podpisała się bezosobowo ambasada Islamskiej Republiki Iranu.
Rachoń odniósł się do zarzutów w zdecydowany sposób, zestawiając pismo ambasady z innymi dokumentami trafiającymi do redakcji.
"To różne sprawy, organizacja CPAC w Polsce to jest straszna rzecz, wiadomo. (…) Czyste zło, do ancla. Ujawniono taśmy Giertycha w TV Republika - do ancla. Zaprosili kobietę do studia, która powiedziała, na czym polega totalitarna działalność reżimu sprzyjającego i związanego sojuszem z Rosją, tego samego reżimu, który produkuje drony atakujące Ukrainę, Polskę, mordujące cywilów - źle, to ambasada Iranu wysyła list i mówi nam, co jest profesjonalne i nieprofesjonalne."
Reklama
W dalszej części wypowiedzi podkreślił polskie doświadczenia historyczne:
"Ogarnijcie się tam - cytując pana prezydenta - w tym Iranie, bo ta pani przyszła do nas i opowiedziała, jak wygląda praktyka państwa totalitarnego, a my niestety w Polsce pamiętamy, jak państwo totalitarne działało i jak działa i niestety wiemy to dobrze. Sorry, chłopaczki-pawlaczki, jak się obrazicie, to nas to w ogóle nie interesuje"
Dodał również, że sprawa ma szerszy wymiar odpowiedzialności międzynarodowej:
"To pokazuje, że mamy do czynienia z totalitarnym reżimem i cywilizowany świat ma odpowiedzialność z tym związaną, my również mamy z tym związaną odpowiedzialność jako państwo i nie rozumiem podejścia większości polskich polityków do tej sprawy."
Reklama
Spór dotyczy rozmowy z Mahsą Movafegh, Iranką mieszkającą w Polsce, która wystąpiła w programie 5 marca. W wywiadzie opisywała realia życia w Iranie oraz własne doświadczenia.
"Tylko my, Irańczycy, jesteśmy w stanie dostrzec, czego ten reżim jest zdolny. Potrzebujemy pomocy z zewnątrz, bo z tym bestialskim reżimem nie możemy własnymi dłońmi robić"
Przywołała także traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa:
"15 lat temu, gdy miałam 9 lat, w Iranie byłam świadkiem tego, jak polewają ludzi wrzątkiem, gazują ich, biją i wrzucają do meczetów. Aresztowali osoby z mojej rodziny, a przez kilka miesięcy nie mieliśmy o tym żadnej wiadomości. Zabili moją nianię – kobietę, która starała się z mężem o dziecko, była w czwartym miesiącu ciąży"
Reklama
Sprawa pokazuje napięcie między narracją władz Iranu a relacjami osób, które opuściły kraj i publicznie krytykują jego system polityczny. Jednocześnie wpisuje się w szerszą debatę o wolności mediów, odpowiedzialności dziennikarskiej oraz roli świadectw indywidualnych w opisie rzeczywistości politycznej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze