Reklama

Lwów płonie, a z nim nasza pamięć

We wtorek Lwów stał się celem zmasowanego ataku rosyjskich dronów. W ciągu dnia w kierunku Ukrainy wystrzelono setki bezzałogowców, a część z nich uderzyła w samo serce miasta – jego historyczne centrum, wpisane na listę UNESCO.

Lwów pod ostrzałem. Atak na dziedzictwo, które przetrwało wieki

Uszkodzenia odnotowano w rejonie klasztoru bernardynów oraz przy Kościół św. Andrzeja we Lwowie – XVII-wiecznej świątyni, jednej z architektonicznych pereł Lwowa. Ranne zostały osoby cywilne, a fala uderzeniowa i odłamki naruszyły tkankę zabytkową, która przez stulecia opierała się wojnom, pożarom i politycznym kataklizmom.

To miejsce szczególne – nie tylko ze względu na swoją wartość artystyczną, ale także historyczną. Budowane od początku XVII wieku przez polskich fundatorów, związane z rodami Mniszchów, Sieniawskich czy Żółkiewskich, przez wieki stanowiło ważny punkt religijny i kulturowy dawnej Rzeczypospolitej. Dzisiejsze zniszczenia mają więc wymiar nie tylko materialny, lecz także symboliczny – uderzają w przestrzeń, która była świadkiem wspólnej historii Europy Środkowo-Wschodniej.

Reklama

UNESCO alarmuje, ale reakcja budzi kontrowersje

Na ostrzał szybko zareagowała UNESCO, wyrażając „głębokie zaniepokojenie” atakami, które dotknęły obszar światowego dziedzictwa. Organizacja przypomniała, że dobra kultury podlegają ochronie na mocy międzynarodowych konwencji – w tym konwencji haskiej – i zaapelowała do wszystkich stron konfliktu o powstrzymanie się od działań zagrażających zabytkom.

Zadeklarowano także gotowość do wsparcia Ukrainy w zabezpieczaniu i ocenie strat. Jednak reakcja ta spotkała się z ostrą krytyką ze strony Kijowa. Ukraińskie MSZ zarzuciło UNESCO brak jednoznacznego wskazania sprawcy ataku, podkreślając, że w sytuacji tak oczywistej odpowiedzialności milczenie organizacji podważa jej wiarygodność. W ocenie ukraińskich władz realną ochronę dziedzictwa zapewnia dziś przede wszystkim obrona przeciwlotnicza, a nie międzynarodowe deklaracje.

Reklama

Polska pamięć i „krwawiące serce” Lwowa

Z polskiej perspektywy wydarzenia we Lwowie mają szczególny, emocjonalny wymiar. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych określiło atak jako „barbarzyński” i wymierzony w „wspólną pamięć i tożsamość”. Trudno o bardziej trafne ujęcie – Lwów, choć dziś należy do Ukrainy, pozostaje jednym z najważniejszych miejsc polskiego dziedzictwa kulturowego. To miasto, w którym przez wieki rozwijała się polska nauka, sztuka i religia, a jego architektura i zabytki do dziś noszą wyraźne ślady tej historii.

Dlatego informacje o zniszczeniach wywołują w Polsce reakcję głęboko emocjonalną – jakby uderzenie dotknęło czegoś własnego, bliskiego. Nie chodzi o politykę ani o kwestionowanie współczesnych granic. Chodzi o pamięć, której nie da się podzielić ani przenieść. Lwów pozostaje częścią polskiego doświadczenia historycznego – i właśnie dlatego każde uderzenie w jego zabytki odbierane jest jak cios wymierzony w tę pamięć.

Źródło: PAP, Zdj. PAP Aktualizacja: 26/03/2026 10:29
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama