Po serii alarmujących badań naukowców, którzy w mgiełce z miejskich tężni wykryli bakterie i pleśń, Główny Inspektorat Sanitarny przeprowadził własne kontrole. Wstępny wniosek: w przebadanych obiektach nie stwierdzono zagrożenia mikrobiologicznego, choć zanieczyszczenia są obecne. Jednocześnie zapowiedziano opracowanie ogólnopolskich wytycznych dla samorządów i operatorów tężni.
Sprawą miejskich tężni zajęli się inspektorzy po tym, jak badacze z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie wykryli w aerozolu – mgiełce, którą wdychają użytkownicy tężni – szkodliwe bakterie i pleśń. Chodziło m.in. o obiekt w centrum Nowej Huty, który miał być miejscem prozdrowotnego relaksu, a w świetle wyników badań zaczął budzić niepokój.
Odkrycia naukowców wywołały szeroką dyskusję – czy tężnie, które w ostatnich latach wyrastają w miastach jak grzyby po deszczu, są rzeczywiście bezpieczne. W odpowiedzi Główny Inspektorat Sanitarny zlecił jesienne kontrole wybranych obiektów w kraju, traktując je jako weryfikację sygnałów płynących z badań akademickich.
Pierwsze kontrole przeprowadzono w rejonie Olsztyna i Katowic. To tam inspektorzy sprawdzali, czy ustalenia naukowców – mówiące o groźnych drobnoustrojach – potwierdzą się w innych miejskich tężniach.
Z dotychczasowych wyników wynika, że w przebadanych obiektach obecne są zanieczyszczenia biologiczne, ale mieszczą się one w dopuszczalnych zakresach. Wstępna ocena służb sanitarnych jest więc uspokajająca: w tych konkretnych tężniach nie stwierdzono poziomu skażenia, który uzasadniałby zamknięcie obiektów czy ostrzeżenia przed korzystaniem z nich.
Kontrole nie ograniczają się wyłącznie do samej solanki czy wody, którą zasilane są instalacje. Inspektorzy badają także aerozol powietrzny wokół tężni – właśnie ten, który wciągają do płuc mieszkańcy. Chodzi o to, by próbki były reprezentatywne dla realnych warunków korzystania z obiektów, a nie tylko stanu technicznego instalacji.
Sprawa tężni solankowych obnażyła także inną lukę – do tej pory miejskie tężnie, budowane jako obiekty rekreacyjne, a nie lecznicze, praktycznie nie podlegały szczegółowym regulacjom sanitarnym. Nie obowiązywały jednolite normy jakości wody ani standardy monitoringu mikrobiologicznego.
Na ten problem od dawna zwracali uwagę eksperci zajmujący się ochroną środowiska i zdrowia publicznego. Zaznaczali, że obieg solanki w tężniach jest specyficzny – roztwór krąży wielokrotnie, instalacje pracują na otwartej przestrzeni, a warunki (temperatura, wilgotność, obecność zanieczyszczeń z powietrza) sprzyjają rozwojowi mikroorganizmów. Bez stałego, jasno opisanego nadzoru, tężnie mogą stać się środowiskiem sprzyjającym namnażaniu się bakterii i grzybów.
Badacze, którzy jako pierwsi na większą skalę zajęli się miejskimi tężniami, podkreślają, że ich celem nie było wywołanie paniki, lecz zwrócenie uwagi na realne ryzyka. Wskazują, że w tężniach, które mają służyć poprawie samopoczucia i wzmacnianiu odporności, nie powinno być miejsca na przypadkowość – zwłaszcza jeśli chodzi o jakość wdychanego aerozolu.
Zwracają też uwagę na kwestię sensu budowy kolejnych tężni w sytuacji, gdy nie ma jeszcze dopracowanych regulacji, metod badawczych oraz systemowego nadzoru nad tymi obiektami. Chodzi zarówno o koszty inwestycji i eksploatacji, jak i o odpowiedzialność za zdrowie użytkowników.
Główny Inspektorat Sanitarny zapowiada, że kontrole miejskich tężni będą kontynuowane po zimowej przerwie – prawdopodobnie od kwietnia, kiedy instalacje ponownie ruszą po sezonowej przerwie. Mają one objąć kolejne regiony kraju, tak aby obraz sytuacji był możliwie pełny.
Na podstawie zebranych danych mają powstać ogólnopolskie wytyczne dla inspekcji sanitarnych, samorządów i operatorów tężni. Dokument ten ma precyzyjnie określić, jak badać wodę (nie zawsze jest to klasyczna solanka), jak kontrolować aerozol wokół obiektów oraz jakie procedury utrzymania czystości i nadzoru powinny obowiązywać. Celem jest ujednolicenie standardów i zapewnienie, że każdy obiekt tego typu będzie działał w przewidywalnych, bezpiecznych warunkach.
Na tym etapie służby sanitarne nie zalecają rezygnowania z korzystania z tężni – przeciwnie, podkreślają, że same kontrole nie oznaczają zamknięcia tych obiektów. Mają one nadal pełnić swoją rekreacyjną i prozdrowotną funkcję, ale w oparciu o bardziej przejrzyste zasady nadzoru.
W praktyce oznacza to, że tężnie – jeden z miejskich „hitów” ostatnich lat – pozostaną elementem krajobrazu wielu miejscowości, także w regionach takich jak Warmia i Mazury. Zmienić ma się jednak coś istotnego: z obiektów budowanych głównie z myślą o atrakcyjności i modzie na „miejskie uzdrowiska” mają stać się infrastrukturą poddaną realnej, mierzalnej kontroli.
Dla użytkowników to ważny sygnał: zamiast bezrefleksyjnego entuzjazmu i wiary, że „solanka zawsze pomaga”, coraz większy nacisk kładziony będzie na twarde dane, wyniki badań i odpowiedzialność zarządców. Bo korzyści z inhalacji są warte zachodu tylko wtedy, gdy idą w parze z bezpieczeństwem.
red.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze