Dziennikarze Wirtualnej Polski i money.pl opisali nowe wątki w sprawie finansów związanych z kancelarią Romana Giertycha. Jak ustalili, kancelaria polityka miała otrzymywać środki – łącznie blisko 1 mln zł – z podmiotu zarejestrowanego w Liechtensteinie, będącego strukturą o charakterze offshore.
Dziennikarze Wirtualnej Polski i money.pl opisali nowe, szczegółowe ustalenia dotyczące przepływów finansowych związanych z kancelarią Romana Giertycha, wskazując na istnienie zagranicznego podmiotu, przez który do kancelarii miało trafić blisko milion złotych. Jak podkreślają autorzy publikacji, dotarli do byłej pracowniczki kancelarii, która formalnie została wpisana jako osoba zarządzająca spółką w Liechtensteinie, choć – według jej relacji – nie odgrywała realnej roli w jej działalności.
Sprawa zaczyna się w kwietniu 2012 roku, kiedy pracowniczka kancelarii, określana jako „pani Katarzyna”, podpisała dokumenty umożliwiające wykorzystanie jej podpisu. Jak relacjonują dziennikarze, miała usłyszeć przez telefon od Barbary Giertych: „Dzisiaj zakładana jest ta spółka. Sebastian cię zawiezie”. Wkrótce potem jej dane pojawiły się w dokumentach spółki Utriusque Iuris Anstalt zarejestrowanej w Vaduz. Podmiot ten, funkcjonujący w specyficznej formie prawnej dostępnej wyłącznie w Liechtensteinie, charakteryzuje się ograniczoną przejrzystością i – jak wskazują eksperci cytowani przez autorów – bywa wykorzystywany w strukturach utrudniających identyfikację rzeczywistych beneficjentów.
W zarządzie spółki, obok pracowniczki kancelarii, znalazła się również Victoria Beninger, którą dziennikarze identyfikują jako Wiktorię Olegowną Kriażewą – osobę działającą zawodowo przy tworzeniu struktur offshore dla zamożnych klientów, w tym powiązanych z Rosją. Jej obecność w strukturze, podobnie jak udział podmiotów z Panamy, według autorów wpisuje się w schemat wielopoziomowego ukrywania przepływów finansowych.

Kluczowym elementem ustaleń są przelewy realizowane w 2013 roku. Z danych, do których dotarli dziennikarze, wynika, że z konta spółki w Liechtensteinie regularnie trafiały środki na rachunek kancelarii Romana Giertycha – najczęściej po 120 tys. zł miesięcznie, a łącznie około 900 tys. zł. Autorzy podkreślają, że zarówno kwoty, jak i daty przelewów pokrywają się z tymi, które pojawiają się w aktach afery Polnordu – sprawy dotyczącej wyprowadzania środków ze spółki deweloperskiej kontrolowanej przez Ryszarda Krauzego.
W materiale przywołano opinię eksperta ds. przeciwdziałania praniu pieniędzy Pawła Kuskowskiego, który ocenił, że analizowany schemat nosi cechy klasycznego mechanizmu warstwowania. „Z pewnością nie ma tu przypadku” – stwierdził, wskazując na zbieżność kwot oraz fakt, że ta sama osoba miała kontrolować oba końce operacji finansowej. W analizie AML – jak podkreśla – jest to jedna z najpoważniejszych czerwonych flag.
Istotną rolę w całym mechanizmie miał odgrywać Sebastian J., pseudonim „Foka”, wieloletni współpracownik Giertycha. Jak ustalili dziennikarze, to on w większości przypadków zlecał przelewy z rachunku spółki w Liechtensteinie, a wcześniej był zaangażowany w tworzenie spółek uczestniczących w transakcjach powiązanych z Polnordem. Po likwidacji podmiotu offshore miał dodatkowo przekazać na konto kancelarii ponad milion złotych ze swojego prywatnego rachunku, opatrując przelewy dopiskiem odnoszącym się do tej samej struktury.
Publikacja zwraca szczególną uwagę na działania – lub ich brak – ze strony prokuratury. Jak wynika z odpowiedzi przekazanych dziennikarzom, ani pracowniczka kancelarii, ani Barbara Giertych nie zostały przesłuchane w toku śledztwa. Nie wystąpiono również o międzynarodową pomoc prawną do Liechtensteinu, mimo że to tam zarejestrowany był podmiot przesyłający środki. Autorzy podkreślają, że dokumenty tej spółki nie zostały przeanalizowane, a mimo to postępowanie zakończyło się umorzeniem zarzutów wobec Romana Giertycha.
Tło sprawy stanowi szerzej opisywany przez śledczych mechanizm wyprowadzania środków z Polnordu, gdzie – według prokuratury – łączna kwota miała wynieść ponad 96 mln zł. W tej konfiguracji, jak przypominają dziennikarze, Roman Giertych występował jako prawnik obsługujący różne strony transakcji, a część środków trafiała do podmiotów z nim powiązanych.
Sam Roman Giertych odpiera zarzuty, twierdząc, że wszystko odbywało się „legalnie i transparentnie”, a działalność w Liechtensteinie miała być inicjatywą jego żony. Jednocześnie – jak zaznaczają autorzy – dokumenty rejestrowe nie wskazują Barbary Giertych jako formalnej uczestniczki spółki, przez którą przechodziły środki.

Całość ustaleń, oparta na analizie dokumentów, rejestrów i rozmów z osobami zaangażowanymi w sprawę, prowadzi – według dziennikarzy Wirtualnej Polski i money.pl – do wniosku, że istotne wątki związane z przepływem pieniędzy i strukturą zagranicznego podmiotu nie zostały przez organy ścigania wyjaśnione, mimo że mogły mieć kluczowe znaczenie dla oceny całej sprawy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze