Sprawa ujawnienia wrażliwych danych szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomira Cenckiewicza stała się symbolem kryzysu zaufania do instytucji państwowych.
Zapowiedź wszczęcia przez Służbę Kontrwywiadu Wojskowego postępowania wyjaśniającego została przez samego zainteresowanego jednoznacznie oceniona.
– „To farsa, która ma jedynie rozładować ciężką sytuację, w jakiej znalazła się zarówno służba, jak i jej polityczni nadzorcy” – napisał Cenckiewicz w środę na platformie X.
Jak podkreślił, trudno mówić o rzetelnym wyjaśnianiu sprawy, gdy instytucja mająca zbadać wyciek danych jest jednocześnie jedynym ich dysponentem.
Bezpośrednim impulsem do eskalacji sporu była publikacja „Gazety Wyborczej” dotycząca leków, które – według gazety – miał przyjmować szef BBN. Informacje te miały mieć związek z cofnięciem mu poświadczenia bezpieczeństwa.
– "Ta publikacja wywołała powszechne oburzenie, przekraczające tradycyjne podziały polityczne"– ocenił Cenckiewicz.
W jego ocenie ujawnienie informacji o stanie zdrowia i treści ankiety bezpieczeństwa stanowiło rażące naruszenie prywatności i standardów państwa prawa.
Szef BBN jednoznacznie wskazuje źródło wycieku. Jak podkreśla, dane dotyczące postępowania sprawdzającego i jego dokumentacji medycznej mogły pochodzić wyłącznie z jednego miejsca.
– "Ujawnione informacje pozyskała SKW. Właścicielem tej wiedzy była jedynie SKW" – zaznaczył.
W tym kontekście ostro skrytykował próby przerzucania odpowiedzialności na inne instytucje.
– "Próba zrzucenia odpowiedzialności na sąd, lekarzy lub PiS nie jest świadectwem przypadku, lecz rażącym przykładem tego, w jaki sposób traktuje się powagę państwa i szczególnie chronione dobra obywateli"– napisał.
Cenckiewicz zakwestionował możliwość prowadzenia bezstronnego postępowania przez SKW, wskazując na istniejące konflikty personalne i prawne.
– „Służba Kontrwywiadu Wojskowego, która nie wypiera się prowadzonej ze mną brutalnej walki z wykorzystaniem aparatu państwowego i inspiracji medialnych, nie powinna i nie może prowadzić postępowania wyjaśniającego wobec samej siebie” – ocenił.
Zwrócił również uwagę na toczące się spory sądowe między nim a kierownictwem SKW oraz na – jak napisał – wieloletnie relacje towarzyskie jednego z zastępców szefa SKW z autorem publikacji w „GW”.
Wątpliwości szefa BBN budzi także fakt, że czynności sprawdzające podjęła Prokuratura Okręgowa w Warszawie.
– „Stoi to w rażącej sprzeczności z zasadą bezstronności” – ocenił.
Przypomniał, że ta sama prokuratura prowadziła wcześniej śledztwo zakończone aktem oskarżenia wobec niego w sprawie odtajnienia części planu „Warta”.
– „Przedstawiono mi fałszywe zarzuty, a śledztwo było prowadzone w sposób karygodny, z jaskrawym pogwałceniem prawa” – podkreślił.
Zdaniem Cenckiewicza jedyną drogą do przywrócenia elementarnego zaufania jest odsunięcie SKW i obecnej prokuratury od sprawy.
– „Rzetelnie może to zbadać jedynie instytucja lub organ państwowy niezależny od SKW” – zaznaczył.
Sprawa ujawnienia danych szefa BBN coraz wyraźniej przestaje być indywidualnym konfliktem. W oczach opinii publicznej staje się pytaniem o granice władzy służb, ochronę prywatności i to, czy aparat państwa może być używany jako narzędzie presji wobec niewygodnych osób.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze